
Materiał ilustracyjny
Pod Oczeretino w obwodzie donieckim doszło do starcia z wielką kolumną rosyjskich czołgów i wozów bojowych. Rosjanie pierwszy raz od bardzo dawna rzucili do walki tak duże siły zmechanizowane. Także pierwszy raz pojawiły się nowe czołgi T-72B3A. Wróg poniósł olbrzymie straty – aż 28 czołgów – twierdzi ukraiński Sztab Generalny.
“Od prawie roku nie widziałem tak wielkiej liczby atakujących wrogich czołgów bojowych wozów piechoty. Rosjanie postanowili o sobie przypomnieć. Ich siły pancerne zostały jednak unicestwione wraz z załogami. Aż 80% tego sprzętu zniszczyliśmy jeszcze zanim dojechał on na pierwszą linię” – relacjonuje na Telegramie ukraiński porucznik ps. “Alex”.
Trudno to nazwać “bitwą pancerną”, gdyż po stronie ukraińskiej niemal “całą robotę” wykonały jak zwykle drony. Eksperci zwracają jednak uwagę, że pojawienie się w jednym miejscu tak wielkich sił zmechanizowanych to coś niespotykanego na obecnym etapie wojny.
Rosjanie od dawna działają bowiem na wszystkich odcinkach frontu tylko małymi grupami piechoty, które nie tyle szturmują pozycje ukraińskie, co próbują się prześlizgnąć na ich tyły. Od dawna nie wysyłali natomiast dużych kolumn pancernych właśnie ze względu na zabójcze drony.
Oficer-ekspert z Izraela, Igal Lewin zwraca uwagę na jeszcze jeden nowy fakt: Rosjanie pierwszy raz rzucili do walki nowy typ czołgów – T-72B3A z systemem obrony aktywnej Arena-M, który przede wszystkim ma chronić właśnie przed uderzeniami dronów.
Na nagraniu widać jednak, że w warunkach bojowych ten system chyba trochę zawiódł. Jeden z trafionych i zniszczonych czołgów jest właśnie tego typu. Nagranie zamieszczone przez jedną z ukraińskich grup specjalnych Gwardii Narodowej “Omega” jest dość krótkie. Widać na nim trafienie tylko dwóch rosyjskich wozów bojowych.
Żeby informację Sztabu Generalnego o zniszczeniu aż 28 czołgów i relacje o “wielkim pobojowisku Rosjan” uznać za potwierdzone, należałoby zobaczyć więcej takich nagrań. Niewykluczone, że to jest na razie pierwsze i wkrótce pojawią się kolejne. Do tego czasu pozostaje nam jednak wierzyć na słowo.




Dodaj swój komentarz