“Coraz trudniej jest myśleć o Ukrainie z sympatią. Polska jest w trudnym momencie, konflikt na linii Warszawa – Tel Awiw pęcznieje i wiele wskazuje na to, że wyjdziemy z niego (ciekawe kiedy?) poważnie poranieni” – pisze Marcin Wikło na portalu wPolityce.pl.
“Zrozumiałe jest, że praktycznie wszystkie wysiłki władz są skierowane na ten „front”. Państwo jednak musi działać, innych spraw nie można tak po prostu odłożyć. Tym bardziej, że przy okazji naszej defensywnej postawy, co można uznać za słabość, swoją grę grają Ukraińcy. Przyjmując, że między państwami nie ma sympatii, tylko interesy, to wszystko jest okej. Niemniej jednak, czegoś innego spodziewałbym się po naszych „braciach” zza wschodniej granicy. Szczególnie teraz.
Węgierski parlament przyjmuje rezolucję popierającą Polskę w starciu z Brukselą.Nawet jeśli to tylko dbałość Budapesztu o swój biznes, bo być może niebawem urzędnicy europejscy będą chceli stosować art. 7 wobec ich kraju, to gest jest miły. Szczególnie w takim momencie.
Co tymczasem robią Ukraińcy? Podłączają się niejako do chóru krytykującego nowelizację ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej i próbują ugrać coś dla siebie. Pal licho, gdy swoje głupoty znów wygaduje Wołodymir Wiatrowycz, szef ukraińskiego IPN, to tego już przywykliśmy, ale jakieś niezrozumiałe warunki zaczyna nam stawiać ambasador Andriej Deszczyca, a to już należy odbierać jako stanowisko rządu w Kijowie.” – pisze publicysta. Całość tutaj.
AB/WPolityce.pl
fot. securityconference.de, CC BY 3.0 de
