Świeżutkie. Rosyjski prezydent wybiera się jutro (20 kwietnia) do Abu Dhabi, stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich. I bynajmniej nie jedzie tam jako turysta.
O jutrzejszym wojażu Władimira Putina poinformowały już wiodące rosyjskie agencje informacyjne, w tym TASS i Interfaks. Znaczy się: coś jest na rzeczy.
Pierwszy obywatel – to chyba niezbyt fortunny termin – Federacji Rosyjskiej ma rozmawiać z księciem krwi Mohammedem bin Zayed al-Nahyanem, który sprawuje zaszczytną godność wiceszefa armii.
Jak podały ww. wymienione agencje, rozmowy mają dotyczyć sposobu zwalczania międzynarodowego terroryzmu, głównie w kontekście trawionej wojną Syrii.
Zjednoczone Emiraty nie bez kozery dogadują się z Moskwą. Po pierwsze zależy im na odnowieniu syryjskiego rynku zbytu dla ropy naftowej, a to wydaje się niemożliwe bez Asada.
Po wtóre, czego by nie mówić, to Putin jednak walczy z Państwem Islamskim, które zdążyło dać się we znaki już wszystkim w regionie. Owszem walczy tak, by ostatecznie nie wygrać, ale nie pozwala się temu diabelstwu rozwijać.
I dlatego tak ważne jest, by Jankesi trwale przejęli inicjatywę na Bliskim Wschodzie. Jako zakute zimnowojenne łby powtarzamy wciąż, że dla świata mimo wszystko lepiej jest, kiedy porządku pilnuje Wujek Sam, niż Wielki Brat.
Howgh!
Kresy24.pl
