Irina Jeruzalimskaja chciała wytoczyć proces państwowemu przewoźnikowi lotniczemu – Aerofłotowi – za, jak napisała: dyskryminację. Dzisiaj jednak moskiewski sąd pozew odrzucił.
Stewardessa twierdzi, że padła ofiarą dyskryminacji ponieważ mimo posiadania przez nią wymaganych kwalifikacji, nie dopuszczono jej do obsługiwania lotów międzynarodowych, wiążących się z wyższym wynagrodzeniem.
Jak twierdzi, przyczyny odmowy awansu były pozamerytoryczne i miały dotyczyć jej “nikczemnego wzrostu”. Sąd okręgu tuszyńskiego w Moskwie nie dał jednak wiary tej argumentacji.
W odrzuconym pozwie Jeruzalimskaja domagała się miliona rubli (ok. 72 tys. złotych) odszkodowania za niższe wynagrodzenie i starty moralne.
Cała ta historia nie byłaby może warta uwagi, gdyby nie to, że jest wysoce symptomatyczna. Narody przekonane o własnej wartości – a może po prostu racjonalne – prawdopodobnie nigdy nie wpadłyby na pomysł, by różnicować obsługę lotów krajów i zagranicznych po linii urody. Decydować winna chyba? znajomość języków.
Tymczasem Rosjanie, mimo całą tromtadrację i prężenie muskułów, czują podświadomie, że “słoma z butów wyłazi”. Z tego bierze się wstyd, by postawić nieurodziwą kobietę przed angielskimi biznesmenami. Niech sobie ją oglądają kałmucy w walonkach!
Kresy24.pl
