Mają dwójkę dzieci. Przed wojną na Ukrainie byli normalną rodziną. Mieszkali w Doniecku. Teraz wszystko się zmieniło. Ona dowodzi 70-osobowym oddziałem ukraińskiego batalionu “Donbas”, on – wspiera separatystów. Rodzina zniszczona przez wojnę.
29-letnia kobieta o pseudonimie “Miasania”, matka dzieci w wieku 7 i 9 lat, przed wojną kierowała brygadą budowlaną. Kiedy wybuchły walki zgłosiła się jako ochotniczka do batalionu “Donbas”.
Pod Iłowajskiem trafiła do rosyjskiego “kotła”, a stamtąd – do niewoli u separatystów. Po uwolnieniu nie porzuciła karabinu. Teraz dowodzi 70-osobowym oddziałem ochotników z Krymu i ze wschodu Ukrainy, który właśnie odbywa szkolenie w Złoczowie w Obwodzie Lwowskim, aby stamtąd ponownie trafić na linię frontu. Żołnierze, z Miasanią” na czele uczą się strzelać, rzucać granatami, wysadzać desant z BTR-ów, budować umocnienia.
Dzieci zostały w domu, w Doniecku. Kto się nimi zajmuje? Nie wiadomo. W Donbasie jest również mąż, który walczy po stronie separatystów.
“Miasania” to jedna z wielu kobiet na tej wojnie, która przestała już być “męskim zajęciem”. Po drugiej stronie barykady walczy “Gaika”. Przed wojną była krupierką w kasynie i nie przyszłoby jej do głowy, że kiedykolwiek będzie strzelać do ludzi. Teraz strzela z działa – służy w artylerii. “Kiedy twój dom zostaje zniszczony, wszystko co jest dla ciebie drogie, przyjaciele, praca, pozostaje ci tylko walczyć” – tłumaczy swoją decyzję.
Ile kobiet wessał już ten absurdalny konflikt? Ile jeszcze takich rodzin rozbił? Dzisiaj nikt tego nie liczy.
Zobacz także: Snajperka „Wasia” zabija na potęgę. Pobije rekord Pawliczenko? (WIDEO)
Kresy24.pl / vesti-ukr.com, warnews



