Nie tylko Związek Polaków na Białorusi jest solą w oku białoruskich władz. Z podobnymi trudnościami boryka się mniejszość ukraińska w obwodzie brzeskim. Jej przedstawiciele wystosowali list otwarty do prezydenta Łukaszenki, w którym przypominają mu jego ukraińskie pochodzenie i proszą o interwencję.
Organizacja „Ukraiński Dom” z Brześcia, zwróciła się z listem otwartym do białoruskiego prezydenta, w którym prosi go, by pochylił się nad opłakaną sytuacją ukraińskiej kultury i języka w obwodzie brzeskim, pisze agencja BelaPAN. Sygnatariusze listu zwracają uwagę, że pomimo obietnic wsparcia ze strony władz Białorusi, życie kulturalne społeczności ukraińskiej umarło, nie ma mediów ukraińskich, edukacja, nauka języka ukraińskiego w obwodzie brzeskim nie istnieje – „A przecież to takie potrzebne, to rodzyneczke Polesia” –napisano w liście.
Autorzy przypomnieli Łukaszence jego ukraińskie korzenie.
„Wasz dziadek, Trofim Iwanowicz urodził się obok wsi Sobiczewo, w powiecie Szostkinskim, sumskiego obwodu (w północno-wschodniej części Ukrainy, przy granicy z Rosją – red.). Dzisiaj to już nie tak wielka osada, blisko tyś. mieszkańców, ale oni wszyscy pamiętają i są dumni, że od nich sięgają korzenie pierwszego białoruskiego prezydenta. Aleksandrze Grigoriewiczu, wy jesteście z ukraińskim narodem! Szanujecie jego opinie, jego wybory. Wy rozumiecie, że integracja Ukrainy z UE jest korzystna nie tylko dla ukraińskiej ziemi, ale również dla niealżnej Białorusi” – napisali w liście przedstawiciele mniejszości ukraińskiej.
Organizacja „Ukraiński Dom” została zarejestrowana przez białoruskie władze w 2010 roku, po długoletnich staraniach. Od samego początku władze obwodu brzeskiego utrudniały, wręcz zakazywały działaczom mniejszości ukraińskiej organizowania imprez propagujacych ukraińską kulturęo charakterze kulturalnych, oświatowych.
Kresy24.pl/belapan.by


