x
Zdaniem Johna McCaina – republikańskiego kandydata na prezydenta w wyborach 2008 roku – administracja Donalda Trumpa jest nieprzygotowana do odpierania rosyjskich cyberataków.
Kolejne epoki przynoszą nowe płaszczyzny konfliktu. Dawno temu walczono tylko na lądzie. W XX wieku wojowano już na ziemi, w powietrzu, na wodzie, pod wodą, w kosmosie, gospodarczo, a także za pomocą propagandy. Obecnie państwa rozwinięte i rozwijające się walczą również – a może przede wszystkim – w przestrzeni informatycznej.
McCain twierdzi, że USA nie maja pomysłu, jak poradzić sobie z rosyjskimi zakusami, by wpłynąć na wynik wyborów prezydenckich we Francji a także w innych głosowaniach mających odbyć się w tym roku na Starym Kontynencie. I dodaje w mocnych słowach:
Cholernie łatwo uskuteczniać cyberataki – dużo trudniej jest się przed nimi bronić.
Trudno odmówić temu stwierdzeniu prawdziwości. Programy antywirusowe zawsze są krok do tyłu za hakerami, podobnie jak medycyna nie jest nigdy w stanie dogonić “najnowszych” chorób.
A jest się czym przejmować. Szefowa francuskiego Frontu Narodowego i kandydatka w wyścigu o najwyższy urząd w państwie jest pod lupą wywiadu amerykańskiego w związku z tym, że jej ugrupowanie przyjmuje pieniądze za pośrednictwem rosyjskich banków.
Podobnie u Niemiaszków. Przywódcy antyimigranckiej AfD (Alternative fur Deutschland) zawarli porozumienie z putinowską Jedną Rosją w kwestii współpracy swoich młodzieżówek. Wiceszef tej pierwszej kumpluje się z szamanem Kremla Duginem – tak, tak: TYM.
W sumie mamy tu do czynienia z sytuacją jeszcze gorszą, niż ostatnio w Stanach. Oboje kandydatów deklarowało przynajmniej brak styczności z rosyjskimi interesami. Na tym tyle pierwsza nacjonalistka Francji wydaje się zachowywać wręcz prowokacyjnie: “bierzemy forsę od Putina, i co Pan nam zrobi?”
Trzeba jednak pamiętać, że jej słowa o tym, jakoby aneksja Krymu odbyła się legalnie mogą budzić niechęć nad Wisłą, czy Tallinnie, ale nie w krajach zachodniej Europy, coraz bardziej rozdrażnionej koniecznością utrzymywania sankcji, a już najmniej w zachwyconym “głębią rosyjskiej duszy” Paryżu.
Tak więc CIA mogą sobie do woli zbierać na nią kwity – zresztą prawdopodobnie wystarczyłoby poprosić – ale na swój własny użytek. Zważywszy sympatię Francuzów do Rosji, ich niechęć do Stanów datującą się od czasów, kiedy ci parweniusze dwa razy w XX wieku wciągnęli Mariannę z opresji oraz popularność madame le Pen – rewelacje amerykańskiego wywiadu zostaną nad Sekwaną zbyte wzruszeniem ramion.
To powrót do lat 40, kiedy Związek Radziecki dofinansowywał partie komunistyczne w zachodniej Europie: przede wszystkim francuską i włoską. Dopiero plan Marshalla położył kres ówczesnej fali komunizmu – zorientowanego skutkiem wojennych zniszczeń – raczej ekonomicznie, niż obyczajowo.
Teraz formalnie nie chodzi już o komunizm. Nie dalej jak w październiku otwarto nad Sekwaną Centrum Kultury Prawosławnej, przy czym kwalifikator “prawosławny” należy traktować jako listek figowy dla prawdziwie wielkorosyjskiego charakteru całego przedsięwzięcia. Jako że istnieje w tym mieście już od jakiegoś czasu Instytut Świata Arabskiego, proponowałbym – dla głębszej afirmacji zagrażających nam cywilizacji powołać – Ośrodek Badań Sprawności Hunów.
Żarty na bok. Pomału zmierza to w stronę realizacji politycznych ambicji bolszewików z lat 1919-1920. Europa jako grupa wzajemnie zwalczających się oblubieńców Rosji? Polska jako ofiara paktu Gabriel-Ławrow? W takim układzie rzeczywiście trafilibyśmy nawet nie na śmietnik historii, ale na jej odludne wysypisko. Już nawet zdrajców, za których można by umrzeć, nie będzie.
Na szczęście nie wszyscy zwariowali. Na duchu podniosła mnie dzisiaj cokolwiek Theresa May, w której pragnę widzieć, chyba wiele osób tak ma – następczynię Margaret Thatcher. Pani premier podczas spotkania z Trumpem powiedziała jasno: z Rosją należy rozmawiać z pozycji siły.
A dlaczego? Bo aktywna negacja rosyjskiego imperializmu, zwana przez niezorientowanych rusofobią, jest jednym z papierków lakmusowych duchowej przyzwoitości. Wie o tym doskonale senator McCain, który, inaczej niż pragmatyk Trump, fizycznie zaangażował się – walcząc w Wietnamie – w zimnowojenną dialektykę. Dialektykę, która nie przestała obowiązywać.
Swoją drogą 45. prezydent USA jest skończonym chamem, gdy mówi, że McCain został bohaterem, bo go schwytali, a przecież “ludzie nie powinni dać się schwytać”. Panie Trump! Zobaczymy, czy będziesz taki wygadany, gdy przyjdzie po Ciebie ta starsza pani z kosą.
Sklepikarz przy rycerzu. Dla Polaków wybór oczywisty.
Dominik Szczęsny-Kostanecki
