Ukraiński Sztab Generalny składa nacjonalistycznym batalionom “propozycję nie do odrzucenia”: albo wstępujecie do naszej armii lub Gwardii Narodowej, albo… wynocha z linii frontu! “Nie zamierzamy wykonywać jawnie zdradzieckich rozkazów” – odpowiada rzecznik Prawego Sektora Artiom Skoropadski.
Oficerowie Prawego Sektora twierdzą, że ukraińskie dowództwo w sektorze “M”, czyli w rejonie Mariupola, wydało ochotniczym batalionom rozkaz aby wycofały się z linii frontu, również z rejonu bronionego przez nich Szyrokina. Mają na to cztery dni licząc od jutra – donoszą Podrobnosti. Ich dowódcy oświadczyli jednak, że wypełnienie tego rozkazu “nie jest możliwe”.
“Odbierają nam prawo do wojny. Neutralizacja ochotniczych batalionów to zdrada” – oburza się jeden z dowódców Prawego Sektora Artiom Łucak ps. “Doktor”. Jego zdaniem, oddziały te walczą znacznie lepiej niż regularne wojska ukraińskie, gdyż mają większą motywację. “Robimy to, czego oni robić nie mogą” – podkreśla.
“Rozkazywać Prawemu Sektorowi może tylko jego szef Dmitrij Jarosz. Nie zostawimy terytoriów, których od początku bronimy i które przesiąkły krwią Ukraińców” – zapowiada Skoropadski.
Po tej ostrej wymianie zdań obie strony postanowiły jednak najwyraźniej trochę odpuścić. Sztab Generalny zapewnia, że nie stawiał Prawemu Sektorowi ultimatum w takiej formie, a jedynie “złożył mu propozycję”, która pozwoliłaby uporządkować i ujednolicić siły ukraińskie.
“To byłoby dla Prawego Sektora korzystne. Armia jest lepiej wyposażona i uzbrojona oraz gwarantuje świadczenia socjalne” – kusi rzecznik sztabu Władysław Sielezniow. Według niego, “chłopaki z Prawego Sektora na razie się nad tym zastanawiają”. Samemu Jaroszowi – szefowi tej organizacji – zaproponowano już stanowisko w ukraińskim Sztabie Generalnym.
Kresy24.pl


