Zaledwie dzień po wejściu w życie nowego zawieszenia broni, przywódca separatystów z Doniecka zagroził… szturmem Charkowa. Na odpowiedź z Kijowa nie czekał długo.
– Jeżeli kijowskie władze nie będą wykonywać warunków porozumień z Mińska, nie odciągną swojego sprzętu od naszych granic, nie zwolnią naszych jeńców i będą nadal bombardować nasze miasta, to nie będziemy po prostu stać i czekać – oświadczył Zacharczenko.
– W pierwszej kolejności zlikwidujemy „kocioł debalcewski” z ukraińskimi wojskowymi, których jest tam obecnie od 6 do 8 tys. Potem odbijemy u przeciwnika Mariupol. A kiedy będzie to zrobione, to rzucimy wszystkie siły na to, żeby wziąć Charków.
Zacharczenko zapowiedział przy tym, że zajęcie Charkowa odbędzie się „w każdym razie”. – Czekają tam na nas ludzie. Mamy tam wielu swoich. Kiedy będzie trzeba, chwycą za broń!
– Takiego wała, a nie Charków – w prostych, żołnierskich słowach odpowiedział mu za pośrednictwem Facebooka minister spraw wewnętrznych Ukrainy Arsen Awakow. – Owszem czekają na ciebie, ale w więzieniu na Zimnej Górze… Topaz na przykład czeka i tęskni w celi, inni „wasi” też…
Szef MSW zapewnia, że Charków jest „ukraińskim, cywilizowanym i mądrym” miastem.
– Ono widzi przykład nieszczęsnego, opustoszałego i spustoszonego Doniecka, który trafił w ręce band i małpoluda Zacharczenki. Charków ma na tyle rozumu, aby patrzeć i wyciągać wnioski – na milion uchodźców w Donbasie i tysiące zabitych, okłamanych przez putinowską propagandę. Charkowianom wystarczyło rozumu, aby w marcu 2014. pokazać bojownikom im miejsce. Będzie trzeba, to siły znajdą się raz jeszcze – ostrzega Awakow.
Kresy24.pl/focus.ua
