Według ankiety przeprowadzonej przez kijowski ośrodek badań społecznych “Sofija” 4 na 5 Ukraińców uważa, że sytuacja w ich kraju jest gorsza, niż przed Euromajdanem.
Czas rozliczeń. Jakie przestrogi dla władzy?
Nie ma co ukrywać – nastroje na Ukrainie są złe. Z jednej strony rozczarowanie budzą kwestie typowo ekonomiczne: bezrobocie, skandalicznie niskie płace i nadmierny fiskalizm. Do tego dochodzi jeszcze korupcja – walka z nią przypomina przysłowiową walkę z wiatrakami, nawet jeśli punktowo udaje się jej siedliska wyplenić.
Do tego dochodzą problemy społeczne – powiązane z ekonomicznymi, ale dające się logicznie wyodrębnić: niedziałająca służba zdrowia, brak bezpieczeństwa publicznego i braki kadrowe w szkolnictwie, spowodowane migracją, w tym migracją wewnętrzną.
Trzy lata po rewolucji Ukraińcy źle oceniają również sposób rozliczenia zbrodni poprzedniego reżimu – a w zasadzie jego brak. Symbolem tego zaniechania może być nieskuteczne śledztwo w sprawie śmierci demonstrujących na Majdanie – słynnej “Niebiańskiej Sotni”. Każe to społeczeństwu podejrzewać, że nowa władza jest ze starą w jakiś sposób zblatowana.
W “zarządzaniu” niezadowoleniem społecznym na pewno nie pomagają rządzącym wizerunkowe klęski, jak chociażby powołanie na stanowisko v-ce ministra spraw wewnętrznych 24-letniej Anastazji Dijewej, panienki lekkich obyczajów, której nagie zdjęcia hulają po internecie.
Oczywiście nie wszystkiemu nowa/stara klasa polityczna jest w stanie zaradzić ze względu na bardzo ograniczoną sterowność ukraińskiego państwa. Jawna rosyjska agresja w Donbasie i wcześniejsza aneksja Krymu to są problemy, których uniknąć można było (chyba?) tylko za cenę niezależności.
Politycy ukraińscy muszą wszelako pamiętać, że tak samo, jak rewolucja wyniosła ich do władzy, tak samo rewolucja może doprowadzić do ich obalenia i społeczeństwo wcale nie musi cierpliwie czekać na kolejne wybory.
Czy widać już zalążek nowego Majdanu?
Andrij Jermolajew, dyrektor Instytut Studiów Strategicznych przekonuje, że Ukraina jest na krawędzi nowej rewolucji. Jednakże chwilę później dodaje, że społeczeństwo “jest zagubione” i boi się, że kolejnego Majdanu Ukraina może nie przeżyć.
Tymczasem w Kijowie od trzech lat działa tzw. Automajdan – zrzeszenie, którego nazwa wzięła się stąd, iż zostało ono powołane przez niezależnych kierowców: taksówkarzy, przewoźników, kierowców komunikacji miejskiej, etc., którzy postawili sobie za cel przywrócenie ładu na drogach i miejskich ulicach.
Jest to typowa społeczna samoobrona, powołana po to, by walczyć nadużyciami władzy. Ludzie ci pomogli rozprawić się z niedobitkami starego reżimu – wszystkimi owymi osławionymi tituszkami. Teraz jednak mogą obrócić się przeciw Poroszence, czy szerzej – przeciw całej klasie politycznej.
Na ukraińskich portalach można znaleźć dzisiaj świeżą informację, że oto grupa Automjadanowców protestuje przed siedzibą jednego z sądów rejonowych Kijowa, po tym, jak Prokuratura Generalna dokonała przeszukania mieszkania niejakiego Mykoły Sidorkina.
Według nich nalot na dom Sidorkina stanowi próbą nacisku na Automajdan w związku z prowadzonym przezeń projektem “Prosud”, którego celem jest prezentacja drogich samochodów będących w posiadaniu ukraińskiej władzy sądowniczej – słowem, ichniejsze: “pokarz lekarzu, co masz w garażu”, tyle że w odniesieniu do sędziów.
W sytuacji, kiedy wkoło nędza, władza pławi się w luksusach, a ludzie krew mają gorącą – taka niewinna z pozoru sprawa – rzecz jasna niekoniecznie ta właśnie – może stać się przysłowiową iskrą na prochy.
Kresy24.pl
