– Ilekroć poruszany jest temat “wyznaczenia następcy Łukaszenki”, za każdym razem rozsądni ludzie zadają kontr pytanie: Po co go szukać? Jest to czysto ekonomiczne podejście, bo w rosyjskiej elicie istnieje konsensus w kwestii współpracy z Białorusią. Do głosu dochodzi nowa zasada obowiązująca w naszych relacjach, zgodnie z którą Białoruś jest wolna i ma prawo postępować i żyć tak, jak jej się podoba. Ale Rosja jest wolna od konieczności płacenia za tę wolność na Białorusi, – tłumaczy Alaksander Zimouski, były szef propagandy białoruskiego reżimu, obecnie doradca mediów w Rosji.
Zimouski, który przez lata pełnił funkcję prezesa “Biełteleradiokampanii” został wskazany jako jeden z uczestników debaty, która 11 stycznia miała się odbyć w programie znanego rosyjskiego propagandzisty Władimira Sołowiowa na kanale “Rosja”. Biorący udział w niej udział goście z Rosji i Białorusi mieli dyskutować min. o tym, kto zastąpi Aleksandra Łukaszenkę w fotelu prezydenckim.
O zaproszeniach do udziału w programie pisaliśmy tutaj. Po kilku dniach okazało się, że zaproszenia są fałszywe, a Sołowiow wydał oświadczenie, w którym zdementował plany emisji programu.
Dmitrij Pankowiec z Naszej Niwy rozmawiał z Aleksandrem Zimouskim zanim okazało się, że informacja jest prowokacją.
“Nasza Niwa”: Czy to prawda, że został pan zaproszony do programu Sołowiowa, czy zamierza Pan w nim uczestniczyć?
Alaksander Zimouski: Nie, nie zamierzam w nim uczestniczyć. Otrzymałem zaproszenie za pośrednictwem poczty e-mail, ale uznałem je za fałszywe, wiele na to wskazywało. Ale nawet gdyby nie było fałszywe, odbyłoby się ono bez mojego udziału, ponieważ we wskazanym terminie (11 stycznia), jestem zajęty.
“NN”: Dlaczego ostatnio w rosyjskich mediach aktywnie dyskutowany jest temat zmiennika dla Aleksandra Łukaszenki?
Alaksander Zimouski: Nie ma żadnego powodu aby twierdzić, że temat jest jakoś aktywnie podnoszony. Zazwyczaj takiego rodzaju materiały przygotowują korespondenci rosyjskich mediów w Mińsku, a ostatni raz ten problem pojawił się w związku ze śmiercią Islama Karimowa (wrzesień 2016 – red.). Istnieje szereg patriotycznych mediów w Rosji, które karmią się tym tematem. Ale na Białorusi wszyscy ich autorzy, podobnie jak te media, odpowiadają z artykułu “białorusofobia”. Dlatego mówienie o systematycznym poruszaniu przez Rosję/Kreml tematu przejęcia władzy na Białorusi, jest moim zdaniem przedwczesne.
“NN”: Czy nie istnieje wśród rosyjskich elit życzenie, aby zamienić Łukaszenkę na przywódcę bardziej lojalnego wobec Kremla?
Alaksander Zimouski: W tym przypadku jest to raczej temat dla anegdoty:
– Czy tygrys może zjeść tonę mięsa?
– Zjeść to on może, ale kto mu tyle da?
Za każdym razem, ilekroć rozmowa dotyczy poszukiwania następcy Łukaszenki, rozsądni ludzie zadają kontr pytanie: Po co szukać następcy? Jest to czysto ekonomiczne podejście, a w rosyjskiej elicie istnieje konsensus w kwestii współpracy z Białorusią. Krótko mówiąc, Kreml wychodzi z założenia, że ustrój państwowy, władza i gospodarka Białorusi – jest to problem samych Białorusinów. I do głosu dochodzi nowa zasada obowiązująca w naszych relacjach, zgodnie z którą Białoruś jest wolna i ma prawo postępować i żyć tak, jak jej się podoba. Ale Rosja jest wolna od konieczności płacenia za tę wolność na Białorusi.
Jest jeszcze jeden niuans – absolutne odrzucenie roszczeń Zachodu wobec Białorusi i Rosji, jest to w naszych krajach mniej więcej jednakowe. Oznacza to, że mamy wspólne strategiczne stanowisko ideologiczne, a tzw. “szalejąca białorutenizacja” i “russkij mir” – to tylko mała różnica zdań w kwestiach taktycznych.
“NN”: Nie ma pan wrażenia, że rosyjskich mediach rozpoczyna się kolejna kampania medialna przeciwko białoruskiemu prezydentowi, tak jak to było w 2010 roku z “Kriostnym baćką”?
Alaksander Zimouski: Słusznie zauważyliście, że to wszystko nosi wyraźne oznaki kampanii. Zazwyczaj tego rodzaju kampanie informacyjne przeprowadza się w celu osłabienia bądź wzmocnienia pozycji negocjacyjnych stron. W tym przypadku mówimy o znanej wszystkim kwestii cen energii, ustalonych wcześniej umowami białorusko-rosyjskimi, i istniejącym zadłużeniu Białorusi. Punkt widzenia stron jest znany, nie będę powtarzać.
“NN”: Każda ze stron przedstawia swoje stanowisko, w tym za pośrednictwem mediów, ale już stopień prezentowanej agresji zależy od pasji i talentu artystów pracujących w tychże mediach. W tym kontekście przywołanie tematu Białorusi i osobiście jej prezydenta, jest całkiem możliwe. W jakim stopniu może to być bolesne i smutne dla strony białoruskiej, to ja nawet boję się pomyśleć.
Alaksander Zimouski: Jeśli mówimy o konkretnym stanowisku Putina, to jest ono znane: “pacta sunt servanda” (umów należy dotrzymywać – red.) lub “podpisałeś? – to płać”.
O stanowisku strony białoruskiej nie mogę nic powiedzieć, z powodu niewiedzy. Wiem jednak, że spektakularny gest przyjaźni i zgody, zademonstrowany przez stronę białoruską zostałby natychmiast doceniony w Rosji, w sposób jak najbardziej pozytywny.
Kresy24.pl/nn.by

