
Aleksander Łukaszenka zapowiedział dziś nowe zasady, które sprawią, że planowanie wakacji dzieci za granicą będzie przypominało procedurę eksportu towaru strategicznego. Takie wyjazdy będą możliwe tylko po uzyskaniu zgody państwa.
Oficjalne uzasadnienie jest proste: bezpieczeństwo. Nieoficjalnie — jak to zwykle bywa — chodzi o to, żeby „lepiej wiedzieć, kto, gdzie i po co jedzie”.
Decyzja zapadła po ataku drona na autobus przewożący małoletnich sportowców z Białorusi na letni obóz w Kraju Krasnodarskim (Rosja). Do tragedii doszło 17 czerwca br. w rosyjskim obwodzie briańskim. Dziś Łukaszenka oskarżył o atak Ukrainę.
Korzystając z okazji spotkania z dowództwem wojskowym dyktator grzmiał, że „dzieci powinny zostać w domu” i spędzać czas w kraju, z dala od potencjalnych zagrożeń.
Nowe regulacje obejmują przede wszystkim wyjazdy grupowe — kolonie, obozy sportowe oraz zorganizowane wyjazdy edukacyjne. Każda taka inicjatywa ma być teraz poddana kontroli i zatwierdzeniu przez odpowiednie instytucje państwowe.
W praktyce oznacza to, że wyjazdy dzieci, w tym również z polskiej mniejszości narodowej, mogą zostać ograniczone lub znacząco utrudnione. Szczególnie dotyczy to wyjazdów do Polski, które od lat były organizowane w ramach różnych programów edukacyjnych i wypoczynkowych.
Choć formalnie nie wprowadzono całkowitego zakazu podróży indywidualnych, eksperci wskazują, że nowe przepisy mogą w praktyce oznaczać większą biurokrację i bardziej restrykcyjne decyzje administracyjne.
Zmiana wpisuje się w szerszy trend wzmacniania kontroli państwa nad mobilnością obywateli i ograniczania zagranicznych kontaktów nieletnich bez bezpośredniego nadzoru władz.
Na razie nie wiadomo, jak restrykcyjnie nowe przepisy będą egzekwowane w praktyce ani czy staną się elementem długofalowej polityki, czy też odpowiedzią na bieżącą sytuację bezpieczeństwa.



Dodaj swój komentarz