Państwowy gigant paliwowy Ukrenergo ogłosił dzisiaj, że może dojść do sytuacji, w której zapasy węgla antracytowego skończą się w przeciągu 40 dni, jeśli wprowadzony zostanie tzw. “stan nadzwyczajny” w sektorze energetycznym.
Cała sprawa – jak wiele spraw w tym kraju – bierze swój początek z wojny w Donbasie.
Wskutek opanowania przez separatystów znacznej części regionu, Ukraina stoi przed nieciekawym wyborem: nie kupować węgla, którym Donbas stoi i mieć problem, czy kupując węgiel, finansować terrorystów i też mieć problem.
Ministerstwo Paliw i Energetyki nie wyklucza wprowadzenia stanu wyjątkowego na swoim własnym podwórku, to znaczy w sektorze, za który jest odpowiedzialne.
Co taki krok oznaczałby w praktyce? Według wyliczeń Ukrenergo na chwilę obecną średnie dobowe zużycie “czarnego złota” wynosi 30.000 ton, spalanych w węglowych elektrowniach.
Zdaniem Wsewołoda Kowalczuka, p.o. kierownika spółki, jeśli wprowadzić “reżim oszczędnościowy”, to można, zgrzytając zębami, obniżyć dzienne zużycie do 20.000, ale dalej jest już ściana.
Zapasy surowca wynoszą 842.000 ton. Rachunek jest zatem prosty: maksymalne zaciśnięcie pasa, przy braku nowych dostaw zapewni energetyce płynność na 40 dni.
Gospodarka ukraińska nie jest w stanie z dnia na dzień przestawić się na inne źródła energii, ponieważ zbyt wiele tamtejszych elektrowni przystosowano jedynie do spalania węgla.
Kresy24.pl

