“Szansa”, “zła wiadomość” i list Sawczenko do prezydenta-elekta. Tak wygląda przegląd ukraińskich reakcji na wybór 45. prezydenta USA.
Trudno jednoznacznie ocenić, na ile ukraińskie komentarze – szczególnie te bardziej pozytywne – podyktowane są trzeźwą analizą sytuacji, a na ile robieniem dobrej miny do złej gry.
Nad Dnieprem nie widać tak silnie tego zjawiska, które występuje na prawicy niepodległościowej w Polsce, a które polegało na płynnym przejściu od dyskretnego poparcia dla Hillary, do peanów pod adresem Trumpa.
Wynika to stąd, że sytuacja Ukrainy – czego by nie sądzić na temat ciążącego nad nad nami niemiecko-rosyjskiego przekleństwa – jest na tyle zła, że nawet potencjalne jej pogorszenie odbierane jest tam bardzo dotkliwie.
I tak posłanka Nadija Sawczenko opublikowała list otwarty do Trumpa, w którym wzywa go, by nie tylko nie zdejmował z sankcji nałożonych na Rosję, ale wręcz je zwiększył – “jeśli chce uniknąć III wojny światowej”.
Wiadomo: zawsze licytuje się więcej, niż jest się w stanie ugrać, choć tutaj zagrywka jest dosyć czytelna. Innymi słowy, ex-pilotka ucieszy się z faktu niezmniejszenia sankcji.
Tymczasem anglojęzyczny Kievpost bije na alarm, pisząc “Ukraine has reason to worry more than most nations” (Ukraina ma powody, by obawiać się bardziej, niż większość państw).
Z kolei Ukraińska Prawda, piórem Aliony Hetmańczuk przekonuje, że zwycięstwo Trumpa jest szansą, którą Ukraina musi umieć wykorzystać, żeby odrzucić jeszcze jeden polityczny paternalizm – tym razem amerykański.
Jednakże ta sama autorka pisze dalej, że 8 listopada jest sygnałem, że “międzynarodowa sytuacji Ukrainy pogarsza się”, a jej najbliższym sojusznikiem będą teraz Niemcy. To akurat w polskich uszach brzmi nie najlepiej.
I wreszcie propolskie espresso.tv publikuje komentarz Dmytro Homona, utrzymany w tonie równowagi. Czytamy w nim, że “wynik wyborów to zła wiadomość”, ale jednocześnie dowiadujemy się, że “nie oznacza on końca świata”.
Autor argumentuje, że logika układanki politycznej w USA jest taka, że prędzej czy później prezydent staje się rzecznikiem swojej macierzystej partii. Oznaczałoby to, że Trump skazany jest na zwrot antyrosyjski.
Być może – to akurat dodajemy od siebie – tak będzie. Aliści w przypadku Hillary ten zwrot już się dokonał, ponieważ zdążyła ona politycznie poznać Putina jako amerykańska sekretarz stanu.
A zatem, dopóki Trump w tej kwestii nie zmądrzeje – tracimy czas.
Kresy24.pl

