Rosjanie, którzy w piątek wdarli się na Ukrainę z „pomocą humanitarną”, okradli dwie ukraińskie fabryki zbrojeniowe. Wywieźli m.in. maszyny z fabryki Topaz w Doniecku, gdzie powstają systemy radiolokacyjne „Kolczuga”. W poniedziałek zapowiedzieli, że wracają z kolejnym konwojem. W poprzednim nie zdążyli wywieźć wszystkiego, co zamierzali?
Jak informowaliśmy (czytaj: Rosja chce wysłać na Ukrainę następny konwój „humanitarny”). Szef rosyjskiego MSZ Ławrow zapoweidział, że konwój wyruszy już w tym tygodniu. W poprzednim, który wrócił do Rosji w sobotę, Rosjanie załadowali na ciężarówki urządzenia z fabryki Topaz, które wytwarza nowoczesne stacje radiolokacyjne „Kolczuga”.
Ukraińska „Kolczuga” to kompleks, którym można m.in. namierzać rosyjskie rakiety. Ale nie tylko. Umożliwia rozpoznanie praktycznie wszystkich środków radiotechnicznych umieszczonych na statkach powietrznych, pojazdach i okrętach (radiolokatory nawigacyjne, wykrywania celów, komponenty systemów kierowania uzbrojeniem, interrogatory IFF, systemy kierowania ruchem powietrznym i zautomatyzowane systemy nawigacyjne, kanały łączności lotniczej, satelitarnej, radioliniowej oraz transmisji danych).
„Kolczuga” może też być użyteczna do ujawniania pojedynczych samolotów rozpoznawczych, trudno wykrywalnych dla radarów oraz do ostrzegania o zbliżaniu się pierwszej fali samolotów uderzeniowych przeciwnika bez uprzedzenia tych ostatnich, że już zostały wykryte.
Jak poinformowała Rada Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy, wywożąc w sobotę swoje „zdobycze”, Rosjanie nie dopuścili do odprawy ciężarówek przez ukraińskie służby celne i graniczne.
Oprócz maszyn z fabryki Topaz w Doniecku, gdzie powstają systemy radiolokacyjne „Kolczuga”, Rosja wywiozła w „humanitarnym” konwoju sprzęt z fabryki w Ługańsku, która produkuje amunicję.
Kresy24.pl
