Różne wysiłki podejmowane są, by zniszczyć stosunki polsko-ukraińskie. Jedni chcą je rozbić kilofem, drudzy zagłuszyć wrzaskiem, jeszcze inni – całkiem fizycznie – podpalić.
Potwierdzają się doniesienia sprzed kilku godzin mówiące o tym, że “nieznani sprawcy” podjęli próbę podpalenia miejscowej szkoły polskiej. O prawdziwości tych pogłosek poinformowała dyrektorka placówki Teresa Teterycz.
Według relacji pani dyrektor, zdarzenie miało przebieg następujący: najpierw sprawcy wybili jedno z okien, a następnie wrzucili do środka dwa kanistry z benzyną oraz zapalnik.
Przy całym dramatyzmie tego zajścia można jednak mówić o szczęściu i to podwójnym. Po pierwsze, do przestępstwa doszło w nocy, więc w szkole nie było dzieci. Po drugie – nie wiemy jeszcze dlaczego – budynek nie chciał się zająć.
Pomińmy na chwilę w naszych rozważaniach kwestię politycznej nieodzowności polsko-ukraińskiego sojuszu. Nie przekona ona nigdy części polskiej prawicy. Pomówmy o źródle, z którego wszyscy wyrastamy. O Dekalogu.
Trzeba bowiem powiedzieć wyraźnie: ostrzelanie konsulatu w Łucku, a teraz próba podpalenia szkoły w Mościskach sprawiają, że znaleźliśmy się nad granicą, za którą słychać już tylko palby karabinowe.
Szkoda, że nie rozumieją tego liczni Polacy i Ukraińcy, uderzające w najwyższy diapazon moralny. Również, co boli szczególnie – osoby duchowne.
Nie jest bowiem winien tylko ten, kto z karabinu strzela, ale również ten, kto do tego podżega.
Dominik Szczęsny-Kostanecki

