
Zdjęcie: kremlin.ru
Rosja, wspierana przez Białoruś, zapowiedziała skierowanie sprawy do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości, oskarżając Litwę, Łotwę i Estonię o systemowe naruszanie praw człowieka.
Problem w tym, że – jak wskazują eksperci i oficjalne statystyki – raport przygotowany przez Moskwę jest oderwany od rzeczywistości.
W opublikowanym wspólnie przez rosyjskie i białoruskie ministerstwa spraw zagranicznych raporcie stwierdzono, że na Łotwie żyje 209 tys. bezpaństwowców, a w Estonii 62 tys. Według oficjalnych danych obu państw liczby są jednak wyraźnie niższe i wynoszą odpowiednio około 159 tys. oraz 58 tys. osób.
Jak zauważa litewski nadawca publiczny na portalu lrt.lt, autorzy dokumentu najprawdopodobniej posłużyli się nieaktualnymi statystykami.
Liczba osób bez obywatelstwa w państwach bałtyckich od lat systematycznie spada. Wynika to zarówno ze zmian demograficznych, jak i z faktu, że dziesiątki tysięcy rosyjskojęzycznych mieszkańców zdecydowały się przyjąć obywatelstwo Łotwy lub Estonii. Dla porównania, w połowie lat 90. osoby bez obywatelstwa stanowiły na Łotwie niemal jedną trzecią mieszkańców, podczas gdy dziś jest to już około 10 proc. populacji.
Inaczej wygląda sytuacja na Litwie. Po odzyskaniu niepodległości litewskie obywatelstwo otrzymali wszyscy stali mieszkańcy kraju. Łotwa i Estonia zastosowały natomiast bardziej restrykcyjne zasady – obywatelstwo przyznano automatycznie osobom, które mieszkały tam przed II wojną światową, oraz ich potomkom. Pozostali mieszkańcy musieli przejść procedurę naturalizacji.
Raport liczący niemal 100 stron dla każdego z państw bałtyckich zarzuca władzom dyskryminację rosyjskojęzycznych mieszkańców, ograniczanie ich praw wyborczych oraz naruszanie podstawowych wolności.
Najwięcej miejsca poświęcono Litwie. Autorzy dokumentu oskarżają Wilno o prowadzenie „rusofobicznej polityki”, wspieranie „nazistowskich zbrodni”, pogłębiające się ubóstwo, problemy z dostępem do żywności oraz „militarystyczne szaleństwo” wynikające z obaw przed rosyjskim zagrożeniem.
Do raportu odniosła się Eugenia Kowaliowa z Fundacji Open Lithuania. W rozmowie z portalem LRT wskazuje, że sytuacja rosyjskojęzycznych mieszkańców państw bałtyckich od lat jest wykorzystywana przez Moskwę jako narzędzie politycznej presji i element wojny informacyjnej.
Ekspertka przypomina, że podobną narrację Rosja stosowała wobec Ukrainy, uzasadniając swoje działania koniecznością „obrony praw rosyjskojęzycznej ludności”.
– Rosja szuka argumentów, które mają przekonać opinię publiczną, że prawa osób rosyjskojęzycznych są systemowo łamane. To dobrze znany schemat wykorzystywany wcześniej także wobec Ukrainy – podkreśla.
Kowaliowa zaznacza również, że utożsamianie wszystkich rosyjskojęzycznych mieszkańców z prorosyjskimi poglądami jest dużym uproszczeniem.
Jak podkreśla, w krajach bałtyckich żyje wielu rosyjskojęzycznych obywateli lojalnych wobec swoich państw, podobnie jak zdarzają się osoby posługujące się językami narodowymi, które otwarcie powielają rosyjską propagandę.
„Nie zapominajmy, że są też osoby nierosyjskojęzyczne, które czytają i popierają oświadczenia i propagandę rozpowszechnianą przez Rosję. Język nie jest jedynym kryterium, które wskazuje, czy dana osoba jest lojalna, czy nielojalna wobec Litwy; mamy też sporo Litwinów, którzy wręcz publicznie promują rosyjskie oświadczenia” – zauważa rozmówczyni.

Dodaj swój komentarz