
Fot: president.gov.by / Gazetaby.com
Reżim Łukaszenki zorganizował w Berezie inscenizację rzekomego katowania Białorusinki przez polskich policjantów w przedwojennej Polsce.
Brutalny spektakl, mający na celu wywołanie jak największej nienawiści do Polaków, był – jak to określono – “upamiętnieniem ofiar ludobójstwa etnicznego pod polską okupacją”. “Powinniśmy o tych polskich zbrodniach pamiętać, żeby kiedyś nie znaleźć się na miejscu tej kobiety, czyli znowu pod polską okupacją” – napisał jeden z reżimowych “blogerów” – propagandzistów.
Szerzenie kłamstw o “polskim ludobójstwie”, które przecież nigdy nie miało miejsca, jest jednym z ideologicznych filarów reżimu Łukaszenki, a i rosyjska propaganda zaciera ręce, kiedy widzi takie antypolskie szopki.
Bo przecież skoro Polacy to takie bestie, to nic dziwnego, że armia sowiecka musiała siłą wyzwolić Białorusinów spod “polskiej okupacji” 17 września 1939 roku, a potem masowo tych zbrodniarzy – Polaków eksterminować i wywozić.
Można tym uzasadnić wszelką własną przemoc, zezwierzęcenie i zbrodnie pod rządami Stalina, które pochłonęły miliony niewinnych ofiar, nie tylko zresztą Polaków, ale i Białorusinów. Ale o tych ofiarach w białoruskich podręcznikach historii się oczywiście nie przeczyta.
I rzecz jasna ta najbardziej prymitywna część białoruskiego społeczeństwa łyka tę propagandę. Są jednak jeszcze inni, którzy nie pozwalają sobie robić wody z mózgu przez goebbelsowski aparat łukaszenkowskiej propagandy i którym te sceny kojarzą się zupełnie z czym innym. Świadczą o tym komentarze na opozycyjnym białoruskim portalu Salidarnast:
To przecież sceny z naszych aresztów Akrestina i Żodino w 2020 roku;
Tak, to materiał z obecnych białoruskich więzień. Setki białoruskich kobiet były na jej miejscu. Tylko to nie żadni “zagraniczni okupanci” je katowali;
Ta przecież białoruski OMON w akcji;
Widziałam takie sceny w Mińsku w 2020 roku. Tylko mundury były inne;
Na szczęście, nie wszystkie babcie i dziadkowie już umarli. I mogą opowiedzieć jak się żyło za polskich czasów i jak potem, pod rządami tych zwyrodniałych “wyzwolicieli”;
Moja prababcia, jak coś naprawdę fajnego ją spotkało to zwykła mawiać: “Oj, to nawet lepiej, niż za polskich czasów”. Żyła prawie 100 lat i mówiła też, że “jak Polska się skończyła, to potem już nic dobrego nie było”;
Mój dziadek – Białorusin – miał za polskich czasów kuźnię. A jak kolejne dzieci przychodziły na świat, to dokupywał po 2 hektary ziemi. W momencie wejścia sowietów miał już 8 hektarów. Wszystko mu zabrali, a jego wysłali na Syberię. Więc nie wierzcie w te idiotyzmy.
Czytaj więcej o antypolskiej propagandzie na Białorusi z okazji 17 września 1939: Jak Łukaszenka stał się spadkobiercą “pańskiej Polski”


