Na Krymie urodziwa pani prokurator Pokłonskaja, a w tzw. Ługańskiej Republice Ludowej – pani naczelnik milicji Borcowa. Mogą mieć swoją celebrytkę rosyjskie władze w Symferopolu, mogą też w mieście Stachanow.
Buszłat, czyli wojskowy waciak i papacha! To podobno nieodłączne, choć być może niezbyt kobiece atrybuty Swietłany Borcowej – naczelnika oddziału „milicji ludowej” działającej w 80-tysięcznym Stachanowie, leżącym na zachodzie sąmozwańczej Ługańskiej Republiki Ludowej.
Przed rozpoczęciem działań zbrojnych Borcowa pracowała jako śledczy w miejskiej komendzie milicji. Gdy miasto zajęli prorosyjscy separatyści, 75 jej kolegów wyjechało do Siewierodoniecka, gdzie nadal pełnią służbę w ukraińskiej milicji.
Borcowa wstąpiła do nowej – „ludowej”. W wywiadzie udzielonym lokalnej telewizji NKRS opowiada, że ma się czym zająć – milicja odnotowuje kradzieże i zabójstwa, był też zgłoszony przypadek pedofilii.
Poważnym problemem jest, co podkreślał sam prowadzący wywiad, praktycznie swobodny dostęp do broni i duża ilość ludzi pod bronią. – Nie bójcie się do nas zwracać, przychodźcie! – uspokaja mieszkańców pani naczelnik. Na dowód podaje liczby – w swoim areszcie pod kluczem trzyma 20 członków oddziałów zbrojnych, którzy odsiadują kary za popełnione przestępstwa. Właśnie kary, a nie wyroki, bo za kratki trafili bez sądu i prawa do obrony. Sądy w Stachanowsku nie działają.
Kresy24.pl/news.meta.ua
