Rada Najwyższa nie przyjęła sprawozdania z działalności rządu, ale nie wyraziła też – wbrew oczekiwaniom – wotum nieufności wobec premiera. Parlament Ukrainy za to ustawę, która pozwoli rządowi na rozpoczęcie prywatyzacji na wielką skalę dużych przedsiębiorstw państwowych. To o to, kto będzie “prywatyzować”, szła tak naprawdę walka?
Przeciwko przyjęciu sprawozdania rządu głosowało we wtorek wieczorem 247 deputowanych w 450-osobowym parlamencie. Jednak kilkanaście minut później w głosowaniu nad wotum nieufności “za” opowiedziało się już tylko 194 posłów. Oznacza to, że premier pozostaje na swym stanowisku – do przegłosowania wotum nieufności potrzebnych było 226 głosów. Stało się tak pomimo wygłaszanych publicznie apeli prezydenta o „całkowite przeformatowanie rządu” i osobistych – do Arsenija Jaceniuka – aby podał się do dymisji.
Gra szła o wysoką stawkę. Jak podają ukraińskie media, cytujące szefową partii Batkiwszczyna Julię Tymoszenko, za niegłosowanie za odwołaniem rządu Jaceniuka oferowano oszałamiające kwoty – dochodzące do miliona dolarów.
Coraz głośniej mówi się w Kijowie również o tym, że nieprzegłosowanie wotum nieufności dla Jaceniuka to rezultat spisku oligarchów Rinata Achmetowa, Igora Kołomojskiego i Serhija Lowoczkina – z jednej oraz premiera i prezydenta – z drugiej strony.
Spektakl z głosowaniem miał być dokładnie wyreżyserowany i dopięty na ostatni guzik już dzień wcześniej, a głosy za i przeciw odwołaniu rządu skrzętnie liczone i “regulowane” telefonami z gabinetu prezydenta i otoczenia Jaceniuka.
Kresy24.pl


