W środku nocy, bez uprzedzenia i bez żadnych formalności rosyjska policja otoczyła centralny rynek w Symferopolu na Krymie, a buldożery zaczęły równać go z ziemią. Przechowywane w stoiskach towary funkcjonariusze rozkradli i wywieźli w nieznane miejsce.
Tak to się robi w Rosji. Kilkuset drobnych przedsiębiorców na głównym targowisku w Symferopolu handlowało legalnie, płacili podatki, mieli zarejestrowane firmy. Dla rosyjskiej policji nie ma to jednak żadnego znaczenia. Akcja likwidacji bazaru została przeprowadzona według dawnych dobrych metod NKWD – w nocy, z zaskoczenia i bezwzględnie.
Teraz setki sprzedawców stoją bezradnie pod żelaznym płotem, którym policja otoczyła cały plac. Niektórzy próbują przełazić, żeby uratować chociaż resztki swoich towarów. Ale nie ma już chyba co ratować. Czego nie zrabowali policjanci to zrównały z ziemią buldożery. Ukradzione towary wywoziły w nocy samochody z zasłoniętymi numerami rejestracyjnymi – mówią świadkowie.
Handlowcy twierdzą, że nikt ich o niczym nie uprzedził, nie było żadnych procedur, ani formalności. “To barbarzyństwo, to bandytyzm, to bezprawie” – płacze jakaś kobieta. “Rozwalili mój butik. Miałam tam towar, miałam rzeczy osobiste, wyposażenie sklepu. Nawet nam nie obiecują, że to oddadzą” – mówi inna.
Niektórzy stracili po kilkaset tysięcy rubli, inni – nawet po kilka milionów w towarze. Kilka osób przechowywało na targowisku gotówkę. Wszyscy stracili jedyne źródło utrzymania. “Nie mam teraz gdzie pracować. Nie ma tu roboty. Skąd wezmę na życie?” – skarży się jakiś mężczyzna.
Tymczasem miejscowi urzędnicy twierdzą, że już od dawna domagali się, aby handlowcy opuścili targowisko, ale ci odmawiali. Nie tłumaczą jednak dlaczego nie uprzedzili o planowanej nocnej akcji, ani co się stało ze zrabowanym towarem.
Kresy24.pl
