Były polski premier, na którym ciąży zarzuty o niedopełnienie obowiązków przed i po katastrofie smoleńskiej, zeznawał dziś przed Prokuraturą Krajową w charakterze świadka.
Zastanawialiśmy się na tych łamach, czy przyjazd Donalda Tuska zaktywizuje kontestatorów “dobrej zmiany” do wyjścia na ulicę. Owszem: zaktywizował, ale dosłownie garstkę.
Nie wiemy, co były szef Platformy Obywatelskiej zeznał w gmachu Prokuratury na rogu Rakowieckiej i Niepodległości, ponieważ zeznanie to stanowi jak na razie tajemnicę śledztwa.
Obie strony usilnie podkreślały, że około ośmiogodzinne czynności przebiegły w kulturalnej atmosferze, jak gdyby sam ten fakt miał jakkolwiek zbliżyć nas do prawdy.
No właśnie: o jaką prawdę biją się tu protagoniści: tzn. obóz III RP i obóz “smoleński”? W przypadku tego właśnie postępowania – a jest ich w sumie osiem – chodzi o zbadanie nieprawidłowości w/s zakazu badania szczątków ofiar.
Donald Tusk, indagowany przez media, czy wydal polecenie nieotwierania zalutowanych w Rosji trumien, odpowiedział przecząco.
Jednakowoż zarówno praktyka, zeznania krewnych ofiar tragedii, jak i zdrowy rozsądek, który podpowiada, że takowe polecenie musiało popłynąć “z góry” podważają te zapewnienia.
Były premier wolał się skupić na oskarżaniu Jarosława Kaczyńskiego o to, że jest on zdeterminowany, by “go dopaść”. Tym samym starał się przenieść stawiane mu zarzuty merytoryczne na płaszczyznę polityczną.
Telesfor
