
Ukraiński czołg w natarciu. Fot. www.youtube.com/@pravda_com_ua
Przed rozpoczęciem ubiegłorocznej letniej kontrofensywy ukraińskie dowództwo wojskowe w niewielkim stopniu rozumiało rzeczywisty poziom rosyjskiej gotowości do obrony. Opinię tę wyrazili w rozmowie z „Ukraińską Prawdą” żołnierze 65. brygady Sił Zbrojnych Ukrainy, którzy brali udział w walkach na kierunku robotynskim.
„Powiedziano nam, że zadaniem jest dotarcie do Tokmaka lub przynajmniej do Sładkoj Bałki [wieś 6 km na południe od Rabotino – red.]. Ale kierownictwo albo miało złe dane wywiadowcze, albo nie rozumiało, ilu jest tam Rosjan. Rosjanie stawiali opór, wszystko mieli zaminowane – na każdym metrze była mina. Było tam niezebrane pole pszenicy, a gdy spłonęło, było jasne, że miny leżały obok siebie” – wspomina żołnierz Ołeksandr.
Według niego w tych warunkach ukraińskie jednostki musiały działać inaczej – „być może zdalnie rozminowywać”.
„Dlatego ta kontrofensywa nie posunęła się zbyt daleko” – uważa Ołeksandr.
Narzeka także, że straty ukraińskich brygad w tej bitwie były bardzo duże. Z 80 żołnierzy kompanii Ołeksandra tylko sześciu żołnierzy pozostało „gotowych do walki” po zakończeniu kontrofensywy.
Przypomnijmy, letnia kontrofensywa Sił Zbrojnych Ukrainy zakończyła się fiaskiem, ograniczając się do wyparcia Rosjan zaledwie z kilku wsi frontowych. Żadne miasto nie zostało wyzwolone. Później prezydent Wołodymyr Zełenski powiedział, że jedną z przyczyn niepowodzenia był dotkliwy brak broni, pomimo obiecanych przez Zachód czołgów i pojazdów opancerzonych.
Prezydent przyznał także, że Rosjanie otrzymali z wyprzedzeniem plany ukraińskiej kontrofensywy, co również zadecydowało o jej niepowodzeniu.
Opr. TB, www.youtube.com/@pravda_com_ua
