Moskwa nie ulegnie szantażowi Mińska i znajdzie inne drogi dostaw ropy naftowej do Unii Europejskiej. Konsekwencją tego będzie upadek białoruskiej gospodarki, i spore ryzyko utrata władzy przez Łukaszenkę, powiedział ekonomista Dmitrij Bołkuniec gazecie Vzgliad, komentując sobotnie doniesienia o wprowadzeniu przez Białoruś podatku ekologicznego na tranzyt rosyjskiej ropy przez terytorium Białorusi.
Ekspert z Wyższej Szkoły Ekonomicznej uważa, że rosyjski biznes raczej nie będzie chciał zapłacić nowego, 50-procentowego „podatku ekologicznego” za tranzyt swojej ropy na Białoruś i wolałby rozpocząć dostawy do Unii Europejskiej inną drogą.
„Przeniesienie dostaw jest absolutnie realne. To kwestia czasu. W takim przypadku przyjdzie skorzystać z transportu kolejowego lub morskiego”- powiedział ekspert, dodając, że preferowana jest druga droga morska.
„Tankowce można załadować w porcie Ust-Ługa, zbudowanym w obwodzie leningradzkim. Taka zmiana musi potrwać kilka tygodni. W ubiegłym roku tranzyt przez Białoruś wyniósł około 50 milionów ton. W najlepszych czasach osiągnął 60 milionów ton. Oznacza to, że Rosja już i tak zaczęła stopniowo przenosić tranzyt białoruski na port Ust-Ługa”- powiedział Bałkuniec.
Straty dla białoruskiego budżetu wynikające z tej zmiany, będą zdaniem eksperta katastrofalne.
„Bez rosyjskiej ropy i innych możliwości na rynku rosyjskim, białoruska gospodarka stanie w obliczu straszliwego kryzysu”- powiedział ekspert.
Przypomnijmy, od 1 stycznia Rosja wstrzymała dostawy ropy naftowej do białoruskich rafinerii, kontynuując jednocześnie tranzyt do Unii Europejskiej przez Białoruś. Ale w piątek Aleksander Łukaszenka wprowadził podatek ekologiczny na ten tranzyt, aby stworzyć źródło „funduszy na wyeliminowanie możliwych konsekwencji środowiskowych w razie awarii na głównym rurociągu naftowym lub w razie innych nieprzewidzianych sytuacji”. Stawkę podatku dochodowego ustala się na 50%.
Począwszy od nowego roku Białoruś otrzymuje ropę tylko od firmy kierowanej przez przyjaciela Łukaszenki Michaiła Guceriewa.
„Są to niewielkie dostawy, nie wystarczą dla białoruskiej gospodarki” – powiedział Bałkuniec. – Nie wykluczam, że Łukaszenka wpadł w panikę, strategicznie znalazł się na straconej pozycji. Najważniejsze zadanie dla niego, to docisnąć Rosję by dostarczała ropę przynajmniej do końca roku, bo przecież w tym roku mamy na Białorusi wybory prezydenckie – mówi ekspert.
Bołkuniec sądzi, że w najbliższej przyszłości Mińsk sam zniesie nowy podatek. Wymienia cztery scenariusze dalszego rozwoju sytuacji. Pierwszą jest zgoda Łukaszenki na podpisanie planu integracji z Rosją i jego implementacji. Po drugie, Łukaszenka podpisuje umowy integracyjne, ale niczego nie wykonuje. Trzeci to zachowanie status quo, a czwarty to wyjście Białorusi z Państwa Związkowego.
„Najbardziej realistyczny jest drugi scenariusz. Jeśli Łukaszenka coś podpisze, to teoretycznie ma wciąż możliwość kupowania ropy w Rosji. Ale Rosja ustami swojego przywództwa uzależniła zakup surowców od rozpoczęcia pogłębionej integracji. Jeśli Łukaszenka nie podpisze dokumentów integracyjnych, jego polityczne perspektywy stają się mgliste. W pewnym momencie żądania białoruskiego społeczeństwa i nomenklatury mogą się pokryć, a Łukaszenka zostanie poproszony o odejście. Bo i po co nam taki prezydent, który pozostaje odizolowany od Zachodu, a teraz nie jest w stanie negocjować z Moskwą”- podsumował ekspert.
ba na podst. vz.ru
