“Sądzę, że naszym dwóm państwom wystarczy mądrości, by nie iść na smyczy radykalnych i populistycznych elementów, które chciałyby, by w naszych stosunkach dominowały konflikty, bo tego właśnie chcą siły, które stoją za takimi aktami jak w Łucku” – mówi w rozmowie z PAP dyrektor kijowskiego Instytutu Polityki Światowej Alona Hetmanczuk.
Hetmanczuk uważa, że mimo ciężkiego dla wzajemnych relacji 2016 roku, Ukraińcy i Polacy udowodnili, że są w stanie kontynuować dialog, a na niektórych szczeblach nawet ten dialog nasilili. “Kijów zrozumiał, że należy rozmawiać z Warszawą i nie można tu unikać nawet dialogu historycznego, którego przez długi czas strona ukraińska unikała. Panuje tu zgoda, że przeszłość w naszych stosunkach nie może być zakładniczką przyszłości. (…) Ukraina po prostu zrozumiała, że sprawa dialogu historycznego jest dla strony polskiej niezwykle ważna, stąd po stronie ukraińskiej widać już gotowość do rozmowy na ten temat. Powiem więcej: jest też gotowość do opracowania mapy drogowej pojednania czy planu działań, który, jak oczekuję, zostanie rozpatrzony na komitecie konsultacyjnym prezydentów Ukrainy i Polski 11 kwietnia”. Hetmanczuk zwraca uwagę, że elity obu krajów powinny również poważnie traktować takie problemy, jak widoczny w Polsce dyskomfort społeczny, który wywołany jest dużą liczbą pracujących Ukraińców, czy też ryzyko, które pojawia się w związku z planowanym przez UE zniesieniem wiz dla obywateli ukraińskich. (WIĘCEJ)
Kres24.pl/dzieje.pl (PAP)
