Polscy nacjonaliści nie dają o sobie zapomnieć. Po zajściach w Przemyślu, tym razem postanowili podpalić stosunki polsko-ukraińskie, podpalając błękitno-żółtą flagę w Warszawie.
Bardzo dobrze, że 11 listopada spłonęły “proporce” środowisk LGBTQ, ponieważ Polacy mają prawo do obyczajowej normalności. Do tego, żeby Bruksela nie kazała nam legalizować “małżeństw” homoseksualnych.
Nie ma natomiast zgody na palenie narodowej flagi Ukrainy – państwa, które, osamotnione, toczy walkę z dzikim barbarzyństwem Azji. Jeśli ktoś nie jest w stanie wybaczyć Wołynia, niech spali sobie czerwono-czarną.
Redukcja Ukrainy do banderyzmu jest tak samo nieuczciwa, jak redukowanie II RP do endeckich bojówek, napadających na Żydów.
Jak to już wielokrotnie pisano, dla narodowców chłopcami do bicia zostali ostatnimi czasy Ukraińcy. Że pracę zabierają? Jeśli tak, to trzeba uznać, że Marks i Engels mieli rację. KOMUNA znaczy się.
A może to jest leczenie kompleksów? Na Niemców możemy sobie pohuczeć, ale nic im nie zrobimy. Ruskim nie podskoczymy, bo cierpimy wobec nich na syndrom sztokholmski. No to dowalimy “Kabanom”. Szczyt odwagi!
Zostawmy na moment rodzimych “pozytywistów”. Jak mawiał Kornel Ujejski: karać należy rękę, nie ślepy miecz. Inni szatani byli czynni na Marszu Niepodległości. Warto by się przekonać, jacy.
Ambasada Ukrainy ustami Wasilija Zawrycza, tymczasowego szefa misji dyplomatycznej w Warszawie, zapowiedziała, że złożyły oficjalną notę protestacyjną do polskiego MSZ.
Kresy24.pl
