Efekt motyla w praktyce, choć być może nie tak szokujący, jak pierwowzór. Jedno jest pewne: w kirgiskiej kostnicy niemiło spoczywać nawet po śmierci.
Katastrofa tureckiego samolotu dostawczego sprzed dwóch tygodni oprócz oczywistych konsekwencji, jak śmierć pasażerów, czy zniszczenie domów, które znalazły się na drodze pikowania maszyny, miała jeszcze jedną, całkiem nieoczekiwaną.
Nie ma co się oszukiwać: Kirgistan jest krajem cokolwiek zapomnianym od Boga i ludzi. Tu naprawdę musi wydarzyć się coś poważnego, żeby przez krótką chwilę – ułamek dnia – zorientowane w inną stronę reflektory, ruszyły się z chrzęstem, jakby niechętnie – w inną stronę.
Tak właśnie stało się 16 stycznia br. Turecki Boeing-747 lecący z Hong-Kongu do Stambułu miał uskutecznić międzylądowanie w Biszkeku, stolicy Kirgistanu. Miał. Rozbił się nieopodal lotniska. W wyniku katastrofy zginęło 39 osób.
Ich ciała przewieziono do kostnicy w Biszkeku, gdzie poddano je adekwatnym czynnościom z zakresu patomorfologii. Pech jednak chciał, że za ciałami podążyli dziennikarze, m.in. Radia Wolna Europa. Próbkę tego, co widzieli przedstawiciele tego medium można zobaczyć w poniższym klipie:
Kresy24.pl


