
Collage / screen
W czasie ofensywy “Vivaldi” pod Łymanem ukraiński 3 Korpus wysłał w kierunku umocnień rosyjskich zdalnie sterowane stare sowieckie BTR-60 napakowane “do oporu” materiałami wybuchowymi. Rosjanie spokojnie pozwolili im się zbliżyć, gdyż byli pewni, że to dowództwo wysłało im wozy bojowe dla wsparcia.
Do użycia BTR-kamikaze doszło w czasie zdobywania przez Ukraińców miejscowości Nowoje i Katerinowka. Chytry manewr polegał na tym, że na sąsiednim odcinku frontu w walkach brały udział rosyjskie BTR-80/82. Wizualnie są one podobne do BTR-60, a Ukraińcy nie używają tam tego sprzętu, więc Rosjanie błędnie uznali, że właśnie jedzie dla nich wsparcie.
Z tego powodu, nie strzelali do zbliżających się wozów bojowych, ani nie atakowali ich dronami. Nie bardzo zresztą mogli, gdyż wcześniej ukraińskie systemy WRE skutecznie sparaliżowały większość rosyjskich bezzałogowców w tym sektorze i niebo zdominowały drony ukraińskie – zauważają eksperci ISW.
Czy Rosjanie w ostatniej chwili zorientowali się, że to żadne wsparcie, tylko wrogie maszyny? Jeśli nawet tak, to było już za późno. BTR-y wjechały w ich budynki i potężne eksplozje dosłownie zmiotły umocnienia.
Siła detonacji była nawet większa niż bomb KAB. Zniszczony został rosyjski punkt dowodzenia i węzeł łączności całego sektora frontu. Wkrótce Ukraińcy zdobyli obie te miejscowości.
Zobacz jak rozwija się ukraińska operacja “Vivaldi” w obwodzie donieckim: Front się załamał! Wyrwa na 9 km, setki jeńców



