
Collage / Kresy24.pl
Rosjanie od dawna już boją się podjeżdżać czołgami bezpośrednio do linii frontu w obawie przed dronami. Sądzili jednak, że 65 km na tyłach, głęboko okopane i zamaskowane w krzakach, będą one bezpieczne. Gdzie tam! Bezzałogowce z Lasar’s Group ukraińskiej Gwardii Narodowej wytropiły je i puściły z dymem nawet tam – donosi ArmyInform.
Ktoś mógłby zapytać, po co w ogóle obu stronom w tej wojnie czołgi, skoro nie mogą nawet wejść do walki? Każda próba zbliżenia się bardziej niż 20 km do linii frontu nieuchronnie kończy się dla nich kasacją z powietrza.
Rosjanie już w ubiegłym roku skutecznie wyleczyli się z pomysłów organizowania dużych rajdów kolumn pancernych i zmotoryzowanych, gdyż w najlepszym przypadku połowa sprzętu nie wracała, a często nie wracało prawie nic. W tym roku próbowali jeszcze tego ze dwa-trzy razy z podobnym skutkiem. Uznali więc, że zostawią czołgi “na potem”, kiedy będą bardziej sprzyjające warunki.
Jednak te warunki są dla czołgów jakby coraz gorsze. Okazuje się, że nawet 65 km za frontem to nie jest już dla nich bezpieczny dystans bo zasięg dronów jest coraz większy. Pod Wuhledarem na kierunku Aleksandrowkim w obwodzie donieckim trzy maszyny stały głęboko okopane, zamaskowane krzakami i siatką i na niewiele się to zdało.
Drony rozpoznania namierzyły je, przekazały dane operatorom Lasar’s Group, a ci bombami ze swoich bezzałogowców puścili z dymem wszystkie trzy czołgi i opublikowali nagranie.



