Andrzej Duda przybywa z wizytą do Kijowa, by wziąć udział w uroczystościach 25-lecia niepodległości Ukrainy.
Prezydenci Polski i Ukrainy zdążyli już wczoraj odbyć rozmowę w cztery oczy, chociaż taki punkt programu nie funkcjonował w oficjalnym harmonogramie wizyty.
Polski prezydent będzie – podkreślmy to wyraźnie – jedynym politykiem tej rangi mającym wziąć udział w uroczystościach na Majdanie Nezałeżnosti – miejscu symbolizującym ukraińskie pragnienie politycznej wolności i godnego życia. Miejscu, gdzie Polacy stali obok Ukraińców, a obok flag niebiesko-żółtych wisiały biało-czerwone.
Kiedy cały świat robi geszeft z Putinem albo dla świętego spokoju udaje, że nic się nie dzieje, Polska prowadzi politykę nieodrzucającą perspektywy moralnej. To dobra informacja.
Ale czy dla dobra polsko-ukraińskich relacji nasi rządzący nie składają w ofierze pamięci o Wołyniu?
Nie, takie zdanie byłoby nieuprawnione. Przede wszystkim nikt nie odwołuje lipcowej uchwały Sejmu w sprawie ludobójstwa dokonanego na Polakach przez OUN-UPA w latach 40. XX wieku.
Polski prezydent spotka się w czasie tej wizyty z katolickim biskupem diecezji łuckiej – Witalijem Skomarowskim, a następnie – to kluczowe dla naszych rozważań – wręczy Jego Ekscelencji krzyż opatrzony napisem “Pamięci pomordowanych Polaków, mieszkańców tych ziem”. Pod spodem ma się znaleźć podpis: “Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej Andrzej Duda”.
Docelowo krzyż zawiśnie w kijowskiej katedrze obrządku rzymskokatolickiego. W samym centrum UPAiny, jak powiedzieliby nasi krewcy “pozytywiści”. Zobaczy go tam każdy, kto wejdzie do środka.
A może Andrzej Duda uprawia politykę w rodzaju “Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek”?
Nie, wszystko tu wydaje się przemyślane: polskie państwo nie zapomina o swych ofiarach i powierza je tym, którzy są szczególnie predystynowani do pielęgnowania pamięci o pomordowanych, a jednocześnie – to bardzo ważne – nie są uwikłani w bieżącą walkę polityczną. Mowa oczywiście o duchownych.
Innymi słowy to próba zneutralizowania polsko-ukraińskiego sporu o Wołyń poprzez odjęcie zeń elementu politycznego. Mówiąc brutalnie: Wołyń ma być miejscem żywej pamięci, a nie pretekstem do wszczynania wojny polsko-ukraińskiej czy też – o zgrozo! – polsko-polskiej.
W kwestiach fundamentalnych – użyjmy w tym miejscu słowa: żywotnych – Polska w obliczu rosyjskiej agresji manifestuje swą solidarność z Ukrainą. W zapowiadanej na jutro wspólnej deklaracji obu prezydentów mają paść ważkie słowa o uznaniu przez Warszawę NIENARUSZALNOŚCI granic naszego południowo-wschodniego sąsiada. Takie było nasze stanowisko 25 lat temu, gdy jako pierwsi uznaliśmy nowy byt polityczny, takie jest i dzisiaj.
My w Polsce wiemy, co to znaczy, kiedy ktoś nie respektuje wytyczonych granic – być może szczególnie teraz, kiedy mija rocznica paktu Ribbentrop-Mołotow.
I trudno zachować spokój wobec argumentu, że Ukraina jest państwem sztucznym, państwem sezonowym… bo dokładnie tej samej retoryki używali Niemcy w czasach Republiki Weimarskiej wobec II RP.
Nie idźmy tą drogą…
Jeszcze Polska nie zginęła. Szcze ne wmerła Ukraina. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Sława Isusu Chrystu!
Zachęcamy do komentowania materiału na naszym oficjalnym fanpage’u: https://www.facebook.com/semperkresy/
Dominik Szczęsny-Kostanecki

