W ciągu ostatniego półtora roku występował w kontrowersyjnych talk-show w rosyjskiej TV jako ucieleśnienie “zgniłego Zachodu”. Zarzucano mu, że jest “narzędziem kremlowskiej propagandy”, “etatowym polakiem na usługach Putina”. Mowa o Tomaszu Maciejczuku, który 3 maja otrzymał od rosyjskich władz zakaz wjazdu na terytorium FR na 30 lat.
Maciejczuk był częstym gościem rosyjskich stacji NTV i TVC, gdzie prezentował skrajnie antysowiecką retorykę, często wzbudzając agresję innych uczestników. Raz nawet zadał retoryczne pytanie, dlaczego Rosjanie żyją w g..nie, za co oberwał, i to dosłownie. To go nie powstrzymało od kolejnych wizyt w studiach. Chyba tylko młodzieńcza naiwność pozwalał mu wierzyć, że zdoła przekonać rosyjskich widzów, że nie jesteś kłamcą, ani szaleńcem, a potem jeszcze udowodnić w kraju, że nie jest agentem Moskwy. O Maciejczuku czytaj więcej także tutaj i tutaj.
Tomasz Maciejczuk udzielił kilka dni temu wywiadu białoruskiej stacji Euroradio.fm. Poruszał wiele tematów, mówił do czego służą rosyjskie talk-show, jakie tematy można w nich poruszyć, a jakich nie i dlaczego w ogóle temat Białorusi nie jest w nich poruszany.
Euroradio: Jak wyglądają kulisy rosyjskich talk – show, jak są tworzone?


