Federalna Służba Bezpieczeństwa skierowała do ratusza Nowego Urengoju na Syberii zapytanie, czy uczeń miejscowej szkoły i mieszkaniec miasta Nikołaj Desatniczenko nie ma przypadkiem krewnych na Ukrainie, a jeśli tak, to ilu.
Desatniczenko, jako jeden z prymusów, został wysłany wraz z innymi uczniami swojej szkoły na spotkanie z niemiecką młodzieżą do Berlina w Bundestagu. Tam naraził się wielu Rosjanom, bo wyraził współczucie dla niemieckiego jeńca z okresu II wojny światowej, który dostał się do niewoli pod Stalingradem. O sprawie czytaj tutaj.
Jego nazwisko rzeczywiście może sugerować, że ma korzenie ukraińskie (jak wielu mieszkańców Rosji), i często atakujący go użytkownicy rosyjskiego internetu sugerowali, że nie jest tak naprawdę Rosjaninem. Było już co najmniej kilka zawiadomień do prokuratury na chłopca z paragrafu o zakazie “usprawiedliwiania nazizmu”. Jego matka potwierdziła, że Nikołaj Desatniczenko dostaje pogróżki. Chłopiec stał się także negatywnym bohaterem filmików i memów, przedstawiany jest bądź to jako agent czy marionetka niemiecka, bądź ukraińska.
Oprac. MaH, Grani.ru
fot. VKontakte.ru, youtube.com


