Około 20 więźniów w Dniepropietrowsku podcięło sobie żyły w proteście przeciwko skatowaniu ich przez ukraińską służbę więzienną. O torturach w areszcie śledczym zaalarmowała żona jednego z osadzonych.
Dziennikarzom udało się dodzwonić do więźnia, który ma przy sobie komórkę. To właśnie z jego relacji i przesłanego filmu media dowiedziały się o masowej przemocy, która miała miejsce w dniepropietrowskim izolatorze śledczym.
Według więźnia, w środę funkcjonariusze w maskach “wdarli się do cel, niszczyli jedzenie, kradli papierosy i rwali na strzępy religijne książki”. “Potem słyszałem jak z sąsiedniej celi wyprowadzili więźniów i zaczęli ich katować na korytarzu. Myślałem, że ich zabiją. Słyszałem tylko straszne krzyki” – opowiada więzień.
Jego żona Aleksandra, która jest prawnikiem, stoi przed wejściem do aresztu i pokazuje dziennikarzom przesłane jej na komórkę zdjęcia, na których na ciałach więźniów widać liczne ślady pobicia. Na filmie widać też jak kilku więźniów w proteście podcina sobie żyły. Łącznie miało tak zrobić 20-tu osadzonych.
Dyrekcja aresztu w Dniepropietrowsku potwierdziła, że “miał miejsce incydent” po tym jak trzech osadzonych odmówiło jakoby poddania się rewizji. Następnie dopuścili się oni “demonstracyjnego uszkodzenia członków, aby wpłynąć za złagodzenie warunków, w których są trzymani” – przyznaje szef służby prasowej ukraińskiego więziennictwa w Obwodzie Dniepropietrowskim Jarosław Kostiuczenko.
Protest przyniósł jednak najwyraźniej skutek. Do aresztu wkroczyli już prokuratorzy, którzy rozpoczęli śledztwo – podają ukraińskie media.
Kresy24.pl


