
Collage: Glavred / fot. 22 Brygada Zmechanizowana
Naczelny dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy, Mychajo Drapaty unieważnił decyzję swojego poprzednika Ołeksandra Syryskiego, który latem przeniósł dowództwo 7. korpusu Sił Desantowo-Szturmowych z kierunku Dobropola w obwodzie donieckim na Wołyń. Chodziło wtedy o zabezpieczenie się na wypadek potencjalnej ofensywy z północy, ze strony Białorusi.
„Po objęciu stanowiska Drapaty unieważnił tę decyzję i przekierował dowództwo 7. korpusu do Zaporoża, “co jego kadra przyjęła z zadowoleniem, gdyż na Wołyniu faktycznie nie było nic do roboty” – pisze Ukraińska Prawda, powołując się na własne źródła.
Tymczasem wojska rosyjskie gromadzą zasoby w pobliżu Hulajpola w obwodzie zaporoskim i planują utworzyć stamtąd “dużą pętlę” – pierścień otaczający samo miasto Zaporoże. Stąd potrzeba wzmocnienia ukraińskiej obrony na tym kierunku.
Kilka źródeł UP poinformowało, że Drapaty – idąc za przykładem NATO – stara się przywrócić Dowództwo Połączonych Sił do “ustawień fabrycznych” i oddać mu kontrolę nad całym frontem.
Ukraińska Prawda przypomina jednak, że pod koniec czerwca Wołodymyr Zełenski informował, iż według informacji wywiadu Białoruś przygotowuje się na potencjalne rozszerzenie agresji na Ukrainę.
Według danych wywiadowczych z początku lata, wzdłuż granicy po stronie białoruskiej dobiegała końca budowa infrastruktury drogowej oraz baz magazynowych amunicji i paliw. Dotyczy to obszarów przygranicznych Kobryń-Kowel, Iwanowo-Maniewicze, Łuniniec-Sarny, Rzeczyca-Korosteń oraz Homel-Czernihów.
Obecna decyzja Drapatego jest więc dość ryzykowna, gdyż opiera się na założeniu, że armia białoruska mimo wszystko raczej nie zaatakuje na kierunku wołyńskim. Jeśli się myli, skutki mogą być trudne do przewidzenia.



