
Ilustracja: AI
Rosyjskie dowództwo planuje zawieszenie nad rafineriami sterowców i balonów z rozciągniętymi między nimi sieciami kevlarowymi, by chronić zakłady przed uderzeniami ukraińskich dronów. Ukraińcy mają już jednak na to sposób. Teraz dopiero może się tam rozpętać prawdziwe piekło.
W poszukiwaniu sposobów ochrony rafinerii z powietrza, Rosjanie postanowili sięgnąć do rozwiązań z I wojny światowej i przywrócić do łask sterowce – donoszą Vesti. Ruszyła już produkcja aerostatów, z tą różnicą, że obecnie będą one napełniane niepalnym helem, a nie – jak dawniej – wodorem.
W takim przypadku nawet jeśli ukraiński dron uderzy w powłokę sterowca i zdetonuje ładunek, do eksplozji gazu i pożaru nie dojdzie. Hel będzie ulatniał się powoli, gdyż ciśnienie gazu wewnątrz niewiele różni się od atmosferycznego na zewnątrz.
Ponadto dzięki wielokomorowej konstrukcji przebicie jednej komory nie oznacza natychmiastowego uziemienia sterowca, daje czas na bezpieczne ściągnięcie aerostatu liną i załatanie dziur. Projekt finansuje przedsiębiorstwo naukowo – produkcyjne Specradio.
Oczywiście rozwiązanie jeszcze nie zdążyło wejść w życie, a kremlowska propaganda już teraz zachwyca się, jakie to genialne i unikalne, zważywszy, że helu w Rosji nie brakuje. Tylko, czy aby na pewno rozwiąże to problem ataków na rafinerie? Ukraińcy nie byliby sobą, gdyby już teraz nie szykowali sposobów niszczenia tych sterowców.
Może ich być kilka: niszczenie stacji dokujących na ziemi, stalowej liny mocującej sterowiec do wyciągarki lub trafianie z dużą prędkością w śmigła i stery – sterowiec staje się wtedy wielkim, bezwładnie dryfującym worem.
Ale o wiele groźniejszym dla Rosjan rozwiązaniem mogą okazać się ukraińskie drony z ładunkiem zapalającym – termitem (mieszanką tlenku żelaza i aluminium) lub białym fosforem. Taki ładunek generuje temperaturę ponad 2000°C, który topi kompozytowe i materiałowe poszycie sterowców oraz sieci między nimi w kilka sekund i “po zawodach”.
Ukraina od dwóch lat używa już tzw. Smoczych Dronów “polewających” ogniem pozycje rosyjskie wzdłuż linii frontu. Obecnie trzeba jedynie zwiększyć ich zasięg, albo zintegrować ładunek termitowy z dronami-kamikaze dalekiego zasięgu – Lutyj, Bóbr lub z tymi najdalszymi – FP-1, które mogą uderzać na 2700-3400 km.
Jeśli tak się stanie, to paradoksalnie ten nowy sposób rosyjskiej “ochrony” może rozpętać istne piekło na ziemi. Można sobie bowiem wyobrazić, jak zakończy się użycie zapalającego termitu czy fosforu nad instalacjami przetwórstwa ropy.
Jeśli taki ukraiński dron z płynnym ogniem zostanie zestrzelony i spadnie np. na kolumnę rektyfikacyjną lub na zbiorniki z paliwem, pożar może być gigantyczny, znacznie większy, niż po obecnych punktowych uderzeniach zwykłych ładunków wybuchowych w instalacje.
Ale stało się: skoro rosyjska propaganda ogłosiła już, że to genialny pomysł, to nie ma odwrotu, trzeba wdrażać. A wkrótce – jak to zwykle w Rosji – może się okazać, że “miało być dobrze, a wyszło jak zawsze”.
Co ciekawe, ukraińska firma Aerobavovna również produkuje własne aerostaty. Ukraińcy używają ich jednak tylko jako wiszących retransmiterów sygnału radiowego, co pozwala ich dronom FPV latać dwukrotnie dalej za linię frontu i atakować bardziej odległe cele.
