
Fot: Oleksiy Arunyan / Graty
W ukraińskim więzieniu zmarł Aleksandr Kostornyj, 75-letni emerytowany oficer KGB skazany na 15 lat za zdradę kraju i naprowadzenie rosyjskiego uderzenia rakietowego na poligon w Jaworowie w obwodzie lwowskim w czasie ćwiczeń.
W wyniku tego zginęło 64 żołnierzy, około 160 zostało rannych, a kilkudziesięciu uznano za zaginionych, zapewne zginęli także. Śmierć zdrajcy potwierdziła obecnie jego córka i ukraińska służba penitencjarna.
Śledztwo ustaliło, że 4 marca 2022 roku mężczyzna przekazał rosyjskiemu FSB przez Telegram mapę tego poligonu, z zaznaczonymi obiektami wojskowymi. Wkrótce potem nastąpiło zmasowane uderzenie rakietowe – Rosja wystrzeliła wtedy aż 30 pocisków.
W czasie procesu Kostornyj nie przyznał się do winy. Twierdził, że wysłał znajomemu mapę z zaznaczonymi miejscami do zbierania grzybów i łowienia ryb. Nie potrafił jednak wyjaśnić, czemu zaznaczył na niej obiekty wojskowe, wydzielając szczególnie te, w które potem trafiły rosyjskie rakiety.
Również wcześniejsza działalność byłego KGB-isty jednoznacznie wskazywała, że zanim stał się wojennym mordercą, był aktywnym rosyjskim agentem wpływu w obwodzie lwowskim i utrzymywał łączność z rosyjskimi służbami.
W jego notebookach znaleziono korespondencję z innymi prorosyjskimi spiskowcami dotyczącą planów propagowania idei “ruskiego miru” w obwodzie lwowskim. A jeszcze w 2015 roku wziął udział we Lwowie w tzw. Zjeździe organizacji rosyjskich i antyfaszystowskich zachodniej Ukrainy i wygłosił tam nawet referat.
Niestety, ukraińskie służby jakoś nim się wtedy nie zainteresowały. Gdyby już wtedy go przymknięto, być może ocaliłoby to potem życie ponad 100 ludzi. Takie są skutki pobłażliwości wobec byłych sowieckich bezpieczniaków.


