Trwający od roku konflikt surowcowy między Białorusią i Rosją jest na rękę Polsce, która dzięki temu ma szansę na zwiększenie bezpieczeństwa energetycznego kraju.
Pozornie tarcia na linii Moskwa-Mińsk dla Polski nie mają kluczowego znaczenia. Jednak Warszawa może sporo zyskać na tym konflikcie. Dlaczego? Bo zbliża on i ociepla kontakty prezydenta Łukaszenki z Zachodem i bezpośrednio z Polską, pisze Przemysław Ciszak na portalu money.pl.
To może, przynajmniej pośrednio, pomóc nam w zrównoważeniu skutków powstawania drugiej nitki Nord Steram łączącej Rosję z Niemcami z pominięciem Polski. Pierwsze efekty współpracy naftowej z Białorusią odczujemy niebawem. Wykorzystanie przez białoruskie przedsiębiorstwo spółki zależnej w Polsce, Beloil Polska, do realizacji kontraktu z National Iranian Oil Company (NIOC), pozwoli np. obniżyć koszty transportu irańskiej ropy dla białoruskich i polskich rafinerii.
Łukaszenka razem z Ukrainą wbił naftowy nóż w plecy Rosji!
To jednak niejedyny naftowy profit zacieśniającej się współpracy. Wciąż niezrealizowany projekt ropociągu Adamowo Brody, mimo że uznawany za inwestycję absolutnie kluczową, przekierowuje nas na przepompownie Mozyrz. Mówiąc wprost, jeśli Polska chciałby kupować i transportować ropę np. irańską czy azerską z Odessy, musiałaby to rozbić za pośrednictwem Białorusi. Korytarz Odessa-Brody-Mozyrz-Adamowo pozwoliłoby na jeszcze większą dywersyfikację dostaw ropy do Polski i zwiększyło bezpieczeństwo energetyczne kraju. czytaj więcej
Kresy24.pl/money.pl
