“Jeden z żołnierzy palił się jak żywa pochodnia. Jego mundur, który miał być ognioodporny, stopił się tak, że trzeba go było oddzierać razem ze skórą!” – relacjonuje na Facebooku świadek zdarzenia wolontariusz Giennadij Starcew.
Gwałtowny pożar wybuchł na terenie ukraińskiej 55 Brygady Artylerii stacjonującej na Zaporożu. Od przypadkowej iskry z piecyka w ogniu stanął duży namiot wojskowy, w którym mieszkali żołnierze. W ciągu dosłownie 40 sekund zostały po nim tylko zgliszcza.
Najciężej poszkodowany ma 70 proc. poparzonej powierzchni ciała, jego stan jest ciężki. Obrażenia odniosło też dwóch jego kolegów. Pozostali zdążyli w ostatniej chwili wybiec. Dużej liczby ofiar udało się uniknąć tylko dlatego, że pożar wybuchł o 7-mej rano. Gdyby nastąpił w nocy doszłoby do tragedii na o wiele większą skalę.
Wolontariuszy oburza, że namioty armii ukraińskiej, a także używane przez wojsko piecyki są pozbawione jakichkolwiek zabezpieczeń przeciwpożarowych. Z kolei “ognioodporne” mundury, które mają chronić żołnierzy, w kontakcie z płomieniem topią się w mgnieniu oka i przywierają do skóry.
Kresy24.pl

