Zdumiewający protest wybuchł w Donbasie na terenach kontrolowanych przez separatystów – podaje portal Reporters.pl. Strajkujący kolejarze z parowozowni w Jasinowatej, bojąc się zażądać zaległych wypłat od władz DNR, domagają się ich od Ukrainy.
Do protestu w Jasinowatej dołączyli się kolejarze z innych stacji na terenie DNR – Iłowajska, Debalcewa, Nikitowki i innych. Są oburzeni faktem, że od stycznia nie dostali żadnych pieniędzy. Ich prośby do szefa DNR Aleksandra Zacharczenki pozostają bez odzewu.
Kolejarze ostrzegają, że nastąpi „wybuch społeczny” i grożą, że jeśli nie dostaną zaległych wynagrodzeń do 30 maja to odetną wszystkie połączenia kolejowe między Ukrainą i DNR.
Wypłat, z którymi zalegają im władze DNR, protestujący domagają się jednak teraz od ukraińskich linii kolejowych „Ukrzaliznica”, które ani nie kontrolują połączeń na terenie zajmowanym przez separatystów, ani nie są już pracodawcą tamtejszych kolejarzy.
Co ciekawe, niektórzy protestujący na wiecu trzymali transparenty „Chcemy żyć w DNR”. Trudno powiedzieć, na ile była to szczera deklaracja poglądów, a na ile asekuracja, żeby władze separatystów nie wysłały przeciwko protestującym uzbrojonych bojówek i nie oskarżyły kolejarzy o zdradę.
Wychodzi więc na to, że kolejarze z Jasinowatej chcą „żyć w DNR”, ale zarabiać na Ukrainie…
Kresy24.pl / Reporters.pl


