Prokurator Krymu Natalia Pokłońska wywiodła, że abdykacja cara Mikołaja II nie ma mocy prawnej.
“Kopia, która jest prezentowana w podręcznikach historii jako domniemane zrzeczenie się tronu, nie ma żadnej mocy prawnej. To kawałek papieru, podpisany ołówkiem, niespełniający żadnych wymogów formalnych -prawnych i proceduralnych. Widzimy dzisiaj, jak na nowo piszą historię ci, którzy trzymają w ręku ołówek ” – mówi Pokłońska (swoją drogą, ciekawe, kogo miała na myśli wypowiadając tę ostatnią, ryzykowną politycznie kwestię).
Mikołaj II, który w ocenie prokurator Pokłońskiej „abdykował nielegalnie”, został do abdykacji zmuszony przez Dumę Państwową i część wyższej generalicji armii 15 marca 1917 roku. Zrobił to w imieniu swoim i syna carewicza Aleksego na rzecz swojego brata, wielkiego księcia Michaiła, który jednak tronu nie przyjął (później został zresztą zamordowany, podobnie jak i Mikołaj II z żoną i piątką dzieci, przez CzeKa).
Zanim go bolszewicy zamordowali na rozkaz Lenina, po abdykacji Mikołaj Romanow wraz z rodziną przebywał w areszcie domowym – początkowo w pałacu w Carskim Siole, później w Tobolsku, a w końcu w Jekaterynburgu, gdzie byli uwięzieni w tzw. domu specjalnego przeznaczenia, otoczonym wysokim drewnianym płotem. Decyzję o egzekucji podjęło kierownictwo bolszewików (formalnie, 12 lipca, zrobił to kontrolowany przez nich Urałsowiet). 16 lipca zgodę na egzekucję wydał na polecenie Lenina– Jakow Swierdłow, przewodniczący Ogólnorosyjskiego Centralnego Komitetu Wykonawczego Rad. Ciekawe, czy ta część historii wydarzyła się w ocenie krymskiej prokurator całkiem legalnie i z dopełnieniem wszystkich wymogów proceduralnych?
Kresy24.pl
