
Collage / fot: Kanał13
Paranoja w rosyjskim społeczeństwie przybiera coraz bardziej obłąkane formy. Kuriozalne teorie spiskowe mające “wytłumaczyć” niepowodzenia wojenne pojawiają się w mediach społecznościowych jak grzyby po deszczu i powtarzają je sobie miliony ludzi. Najnowsza ma “wyjaśnić” dlaczego ukraińskie drony bez problemu uderzają w cele w Rosji.
W pierwszych latach wojny rosyjska propaganda, a za nią prosty lud, ograniczali się do prostej negacji faktów. Ukraińskie drony nie mogą do nas dolecieć. Ukraina nie może mieć takich dobrych dronów. A jeśliby do nas nawet wleciały, to nasza obrona powietrzna jest tak potężna, że natychmiast je wszystkie strąci.
Ale mamy rok 2026 i okazuje się, że ukraińskie drony nie tylko wlatują, ale wlatują setkami na dobę, a czasem przelatują całą Rosję z południa na północ, docierają na Ural i Syberię, o Moskwie nie wspominając i uderzają oraz podpalają co im się żywnie podoba. Ponieważ każdy widzi to gołym okiem, więc trudno już zaprzeczać. Ale trzeba przecież jakoś wyjaśnić, “czemu nasi ich nie strącają”.
I oto wyjaśnienie już jest! Okazuje się, że te drony wcale do Rosji nie wlatują, tylko są masowo potajemnie wwożone przez “szpiegów i wrogów narodu”. A w jaki sposób? W cynkowych trumnach do przewozu zwłok rosyjskich żołnierzy. I dopiero kiedy te trumny są już w głębi Rosji, drony są z nich wypuszczane.
Mamy więc za jednym zamachem wyjaśnienie aż dwóch niepokojących faktów: dlaczego nasza niezwyciężona armia nie może tych dronów zestrzelić i dlaczego ostatnio te cynkowe trumny coraz częściej tu i ówdzie widać. Otóż nie dlatego, że nasi żołnierze tak masowo giną, bo to przecież niemożliwe, tylko dlatego, że w środku jadą wrogie drony.
“W tych trumnach nie są nasi żołnierze – co za bzdura! Te trumny są przywożone do różnych odległych wsi. Tam w opuszczonych domach wyładowują je wewnętrzni wrogowie i wypuszczają z nich w nocy drony” – można przeczytać w rosyjskich mediach społecznościowych.
A jakieś dowody? Oczywiście! Skoro już wiadomo jak to się dzieje, to i dowody natychmiast się znajdą. Zazwyczaj są to dowody typu: “jeden znajomy mówił mojemu szwagrowi, że…” Jakoś trudno spotkać kogoś, kto by sam to widział. Ale nie szkodzi. Ważne, że to absolutna prawda.
“Wczoraj moja mama wracała autobusem i słyszała, jak jedna starsza kobieta opowiadała, że jej znajoma pojechała do opuszczonego sadu, gdzie dawno nie była. I widzi, że w trawie jest wydeptana ścieżka. No to nią poszła i doszła do takiej małej szopy. Patrzy, a w tej szopie stoją dwie cynkowe trumny. Otworzyła jedną, a tam w środku… koptery! Rozumiecie? Koptery!”
No i…? Niestety, nie wiadomo, czym się to wstrząsające odkrycie zakończyło, bo autor nie pisze. A to już relacja innego “świadka”: “Znajomy mi opowiadał, że ponoć pod miastem zatrzymali kierowcę, który wiózł ciężarówką cynkowe trumny, a w środku aż 300 dronów. Ale go nie aresztowali bo się zdążył zastrzelić”. No tak, co za pech.
Oczywiście, obok tych opowieści “wyjaśniających ukryte przyczyny”, nadal krążą też w ruskim ludzie “tradycyjne” historie, jak chociażby takie:
“Znajomy mi mówił, że jednego naszego chłopca Ukraińcy wzięli do niewoli i wykastrowali. A potem oddali go w ramach wymiany jeńców. I potem jego rodzice postanowili go ożenić. I jak on to usłyszał, to poszedł i się powiesił w szopie. I dopiero jak myli jego zwłoki to zrozumieli, jaka była przyczyna”.
Historycy literatury już dawno stwierdzili, jak na przestrzeni dziejów powstają różne mity: Weź odrobinę ludzkiej zawiści, dodaj do tego alkohol, wielkie pieniądze i parę trupów, a czas i kolejne pokolenia poetów zrobią z tego literackie arcydzieło wpisane na listę UNESCO.
Co prawda, mity o “dronach w trumnach” pewnie na listę UNESCO nie trafią, ale na razie skutecznie leczą frustrację dużej części ruskiego ludu z powodu nieskutecznej obrony rosyjskich miast przed dronami i dużych strat własnej armii. Zanim służby propagandowe Putina lub ludzka pomysłowość nie zrodzą i nie puszczą w obieg czegoś lepszego.



