
Ilustracja: AI
Oficjalny sondaż wśród Rosjan pokazał, że nie chcą już “silnego przywódcy”. W każdym razie chce tego prawie trzy razy mniej ludzi niż w 2000 roku. Tylko czy aby na pewno?
Miłość Rosjan do “rządów twardej ręki” to powszechnie znana ich cecha. Zachód nigdy nie mógł pojąć, dlaczego ci ludzie od wieków tak świetnie się czują w roli pozbawionych jakiejkolwiek podmiotowości i praw niewolników.
Powstało o tym wiele rozpraw, gdzie często pojawia się opisane już dawno przez psychologa Ericha Fromma zjawisko tak zwanej “ucieczki przed wolnością”, które zwykle leży u podstaw wszelkich faszyzmów, totalitaryzmów, autorytaryzmów itp.
Teraz jednak okazuje się, że coś się tu zmieniło. Jedna z dwóch największych rosyjskich sondażowni WCIOM zadała badanym w zeszłym roku pytanie: “Co obecnie jest najbardziej potrzebne Rosji?” Odpowiedź: “silny przywódca” wybrało 28% pytanych. Tymczasem w 2000 roku taką samą odpowiedź wybrało aż 72%.
Pierwszy wniosek, jaki się nasuwa, to że “Rosjanie rozczarowali się do rządów autorytarnych Putina i już ich tak bardzo nie chcą”. Tyle, że można podać dokładnie odwrotne wytłumaczenie tej zmiany: “Mają już od dawna silnego przywódcę, więc nie widzą potrzeby prosić o kolejnego”.
Innymi słowy – nie widzą obecnie problemu braku silnej władzy, za którą tak tęsknili w chaosie lat 90. Oczekiwanie, że “przyjdzie mocny człowiek i zrobi ze wszystkim porządek”, co w historii ludzkości rodziło zwykle wszelkie zamordyzmy, obecnie nie występuje. Mocny człowiek już jest. Tyle, że porządek jakby ostatnio znowu coraz mniejszy.
W pewnym sensie Kreml może nawet być zadowolony, że poddani nie pragną “silnego lidera”. Bo gdyby nadal go chcieli, to by znaczyło, że Putina już za takiego nie uważają i chcą innego cara bo ten się nie sprawdził.
Fakt pozostaje jednak faktem: minęło ćwierć wieku intensywnego prania ludziom w Rosji mózgów w kwestii zbawiennej roli “silnej władzy”, konieczności “skupienia się wokół silnego przywódcy”, fatalnych następstw dopuszczania konkurencji politycznej i zgubnych skutków liberalnej demokracji. I po tym wszystkim tylko 28% uważa, że silny lider to jest to, czego trzeba.
Najwyraźniej główny skutek tej “epoki rządów twardej ręki” jest taki, że sama idea “twardej ręki” stała się dla wielu Rosjan jakoś mało atrakcyjna – zauważa publicysta, Abbas Golliamow.
Warto też zauważyć, że sondaż zrobiono w ubiegłym roku. Wtedy jeszcze rosyjskie rafinerie masowo nie płonęły, na stacjach benzynowych nie stały kolejki po horyzont, w miastach nie wyły każdego dnia syreny, nie rozlegała się kanonada obrony powietrznej, nie blokowano Internetu, nie było masowych zwolnień z pracy, a w sklepach było drogo, ale nie tak koszmarnie jak teraz.
Ciekawe więc, co obecnie kłębi się w głowach tych ludzi. Aż strach zaglądać.
