
Screen z nagrania
To chyba powinno być nagranie 18+. Może trwale uszkodzić poczucie estetyki.
Zgodnie z ruską tradycją, Aleksander Łukaszenka zanurzył się w Święto Jordanu w przeręblu na 15-stopniowym mrozie. Na nagraniu jego służby prasowej widać jednak, że 150-kilogramowy dyktator (wielu twierdzi, że cięższy) z wielkim trudem gramoli się po drabince do wody, a potem dysząc ciężko wyłania się z niej. Obok stoi i ujada jego szpic Umka.
W prawosławnej tradycji zanurzanie się w lodowatej wodzie w Święto Jordanu (Chrztu Pańskiego) jest bardzo popularne. Tyle, że… przerębel powinien mieć kształt krzyża, trzeba zanurzyć się trzykrotnie i przeżegnać się. Nie jest też raczej przewidziany udział psów.
Tymczasem przerębel Łukaszenki był kwadratowy, zanurzył się w nim tylko raz i żadnego znaku krzyża nie uczynił, a tylko poklepał się po łysinie. Czy to jakiś nowy rytuał “prawosławnego ateisty” – jak sam siebie kiedyś określił?
Niektórzy zwrócili też uwagę, na “śmiertelny biały całun”, w który owinął się dyktator. “Przymierzyłem całun. Przećwiczyłem wchodzenie do kotła. Diabły już rąbią drewno” – napisał ktoś w komentarzu.
A teraz uwaga: całe to nagranie rozpowszechniane przez służbę prasową Łukaszenki, to prawdopodobnie fake zmontowany przez sztuczną inteligencję. Przy okazji został sporo odchudzony – twierdzą internauci.
Zanurzenie takiego ciała powinno wywołać może nie tsunami, ale znacznie większe fale. Nie widać odblasku światła na wodzie i prawie nie słychać plusku, ale głos Łukaszenki – i owszem, bardzo dobrze. Po wyjściu nie ścieka z niego woda.
I najważniejsze: na 15-stopniowym mrozie z ust powinna wydobywać się para, powinno też parować ciało. A na końcu na jego stopach nagle pojawiają klapki, których wcześniej nie było na brzegu.
Zobacz także: Pogadał z Ławrowem i się powiesił! Drugiego “spadli” ze skały.
KAS

