Wizyta szefa rosyjskiej dyplomacji w zbuntowanej Abchazji będzie potraktowana jak pogwałcenie suwerenności Gruzji – to oficjalne stanowisko rządu w Tbilisi.
Nie ma co się oszukiwać. Ławrow nie leci do Suchumi celem zacieśnienia stosunków z bratnim narodem abchaskim, który i tak zależny jest w 100% od Wielkiego Brata. Chodzi o to, by dokopać Gruzinom. Tak dla przyjemności.
Sergiej Ławrow wybiera się do Abchazji z dwudniową wizytą 18 i 19 kwietnia. W programie między innymi otwarcie “ambasady Federacji Rosyjskiej” w Suchumi.
Poza Rosją niepodległość Abchazji uznały jakieś dziadowskie państwa, np. Nauru – wyspa na którymś z odległych oceanów, mieszcząca się w granicach Warszawy przed planowanym powiększeniem.
Państwo Abchazja jest pamiątką po rosyjsko-gruzińskiej wojnie w 2008 roku – tej samej, w którą aktywnie zaangażował się Lech Kaczyński, być może zatrzymując marsz rosyjskich czołgów na Tbilisi.
De facto jednak Abchazja pozostawała poza gruzińską jurysdykcją od roku 1992.
Kresy24.pl
