Stały przedstawiciel Stanów Zjednoczonych przy NATO, Kay Bailey Hutchison powiedziała dzisiaj podczas Kijowskiego Szczytu Bezpieczeństwa: “chcemy, by Ukraina wstąpiła do Sojuszu Północnoatlantyckiego”.
Jak zaznaczyła ambasador, Ukraina zbliża się do członkostwa w NATO poprzez wykonywanie tzw. “Rocznych Planów Narodowych”, przypominających kamienie milowe w procesie przygotowawczym.
“Dla wielu krajów droga do członkostwa jest długa. Nic nie dzieję się natychmiast. Roczny Plan Narodowy to właściwy krok w stronę członkostw” – rozwinęła swą myśl Hutchison.
Jednocześnie podkreśliła cywilizacyjny aspekt funkcjonowania NATO, mówiąc, iż bardziej niż wspólnotą wojskową, jest ono sojuszem opartym o wartości Zachodu, między innymi przywiązanie do demokracji, czy szacunek dla prawa.
I tu pojawiła się łyża dziegciu. Ambasador USA przy NATO stwierdziła, że jakkolwiek Ukraina się zmienia, to jednak wskaźniki stanu demokracji są w tym kraju niewystarczające.
Wyraziła też nadzieję, że Kijów przegłosuje prawo o bezpieczeństwie narodowym, które zapewni cywilną kontrolę nad armią. O co chodzi? Ano na przykład o o, że na czele resortu od 2014 stoi generał armii Stepan Połtorak.
Postawmy pytanie, dlaczego mimo wszystko bardzo jednoznaczne słowa o ukraińskim członkostwie w Sojuszu padły właśnie teraz. Wydaje się, że obserwujemy tutaj zwieranie szeregów NATO i krajów zaprzyjaźnionych, przed walną (?) rozprawą z Asadem i popierającym go Putinem – oczywiście nie na terenie Rosji, nie zaś w Syrii.
Telesfor


