
Naukowcy już doskonale wiedzą, gdzie w Kosmosie mogą być obce cywilizacje. Określili dokładnie, gdzie szukać w “naszym sąsiedztwie” i zidentyfikowali planety, gdzie może być życie, a gdzie zdecydowanie go nie ma – pisze autor raportu w The Planetary Science Journal.
Wiadomo na pewno, gdzie w bezkresach naszej Galaktyki nie warto szukać – planety mające mniej niż 0,6 promienia Ziemi, choćby takie jak Mars, odpadają z definicji i szkoda na nie czasu. Dlaczego? Bo nie są w stanie utrzymać stabilnej atmosfery.
Takie planety mają za słabą grawitację i pole magnetyczne, aby chronić je przed promieniowaniem kosmicznym i utrzymać atmosferę wystarczająco długo, by powstało tam życie i rozwinęła się cywilizacja. Miliard – dwa miliardy lat i koniec.
Z modelowania wynika wprawdzie, że czasem planety mogą odbudować atmosferę dzięki wybuchom wulkanów, ale na małych globach procesy wulkaniczne również są zwykle słabsze.
Ponadto musi tam być woda w stanie ciekłym, a więc konieczna jest odpowiednia temperatura. Optymalne są więc planety wielkości powyżej 0,8 promienia Ziemi, krążące wokół gwiazdy podobnej do naszego Słońca i raczej skaliste.
Skoro wiadomo już, gdzie szukać, nieuchronnie rodzi się pytanie: a co będzie jeśli znajdziemy? Tylko człowiek naiwny może sądzić, że rządy największych światowych mocarstw nie zadały już sobie dawno tego pytania.
Nikt tam nie działa na zasadzie: jak odkryjemy kosmitów to się wtedy zobaczy, co robić. Stawka jest zbyt wysoka. Konsekwencje takiego odkrycia – społeczne, religijne, wojskowe, gospodarcze, stabilność systemów politycznych – będą bowiem zbyt poważne dla całej ludzkości, by to bagatelizować na szczeblu państwowym.
I nie chodzi już nawet o to, czy “obcy” będą nam przyjaźni, czy wrodzy, bo tego nie wiemy. Ale o to, jak zareagujemy my sami. Czy zacznie się powszechna panika jak słynnym słuchowisku w USA “Wojna światów” z 1938 roku Orsona Wellesa?
Mało kto już pamięta, że potem było na świecie jeszcze kilka podobnych słuchowisk, w Ekwadorze, Chile i jeszcze raz w USA i reakcja była zawsze taka sama: masowe przerażenie, zawały serca, tratowanie się w panice, grabienie i podpalanie sklepów i furia przeradzająca się w zamieszki.
Jest więc pewne, że rządy USA, ZSRR, czy Chin, a może także innych państw, już dawno przeprowadziły programy mające zbadać potencjalne reakcje ludzi i społeczeństw na informację o odkryciu lub pojawieniu się “obcych”.
Sztuczna Inteligencja ocenia prawdopodobieństwo, że takie badania miały miejsce jako bardzo wysokie. I nie były to bynajmniej badania typu: “wypełnij ankietę i opisz, jak zareagujesz na kosmitów”. Tylko badania, w których ludzie musieli być absolutnie pewni, że zetknęli się z “obcymi”.
Zapewne stosowano w tym celu LSD, psylocybinę lub inscenizowano realny kontakt w terenie. Niewykluczone, że u części ludzi wymazywano potem te wspomnienia, a u części obserwowano jak będą one wpływać na ich dalsze życie.
Być może stąd było sporo przypadków, gdy ludzie całkiem zdrowi psychicznie, uparcie twierdzili, że mieli kontakt z “obcymi”, albo byli nękani przez niejasne uporczywe wspomnienia takiego kontaktu.
Nie wdajemy się w teorie spiskowe, ale jest chyba oczywiste żaden rząd ani nie ujawni, że takie badania prowadził, ani nie poinformuje o ich wynikach. Szczególnie jeśli z tych symulacji wynikałoby, że przewidywana reakcja ludzkości na “obcych” doprowadzi do totalnego chaosu.
Pomijając już fakt, że takie badania były skrajnie nieetyczne, to wyobraźmy sobie, jak zareagowałyby społeczeństwa i inne mocarstwa na wieść, że np. USA badają reakcję na “obcych”. Aha, badają, więc już coś wiedzą i szykują na to ludzi. Może mają już z nimi kontakt, a może nawet dostali ich technologie wojskowe i za chwile nas załatwią? Uprzedzający atak jądrowy?
Co więcej, należy przypuszczać, że po przeprowadzeniu takich badań i obawiając się ewentualnych przecieków każdy rząd zada sobie wiele trudu, by ukryć je za medialnym szumem dezinformacji, mającym skompromitować, ośmieszyć i wywołać powszechny sceptycyzm do wszystkiego co “związanie z UFO”.
Dzięki temu większość ludzkości nadal jest przekonana, że to wszystko bzdury. A wyniki badań, niekoniecznie dobrze świadczące o nas samych, leżą prawie na pewno gdzieś w sejfach z gryfem: Ściśle Tajne, albo rozfragmentowane na kawałki po różnych instytucjach naukowych jako odrębne małe projekty badawcze, aby nie dało się ich łatwo złożyć w całość.




Dodaj swój komentarz