Przyszedł rozkaz z góry i przez trzy dni cała redakcja gazety „Nowa Buriatija” wycinała z 50-tysięcznego nakładu artykuł o Buriacie, który palił się gościnnie w rosyjskim czołgu w Donbasie pod Debalcewem.
Z internetowego wydania artykuł o żołnierzu Batomunkujewym, w którym jego matka skarży się na brak pomocy ze strony Ministerstwa Obrony Rosji, usunięto szybko i bez problemu, ale z całego 50-tysięcznego nakładu musiał być wycinany ręcznie. Czynność była czasochłonna i gazeta, która miała ukazać się w sprzedaży 5 kwietnia, dotarła do czytelników z trzydniowym opóźnieniem.
– Z czego się zrobiła taka sensacja, nie rozumiem – skarży się redaktor naczelny „Nowej Buriatii” Timur Dugarżapow i twierdzi, że nie było to działanie pod naciskiem służb specjalnych FR. – Traktuję to, jako śmieszną sytuację i nic więcej. To nie jest żadna cenzura – dodaje.
Innego zdanie jest jego kolega po fachu z buriackiej gazety „Arszyn”, który o naciskach ze strony rosyjskich służb jest święcie przekonany.
Buriat Dorży Batomunkujew z Ułan-Ude stał się „sławny” po tym, jak ciężko rannego, ze spaloną twarzą, odwiedził w szpitalu znany rosyjski artysta Josyp Kobzon (wideozapis rozmowy niżej). W rozmowie z Kobzonem Buriat przyznał się, że walczył z Ukraińcami na Donbasie i potwierdził, że Rosja przebiera swoich żołnierzy za „opołczeńców”.
Kresy24.pl



