Przypomnijmy pokrótce obraz rzeczy. Cieśnina Kerczeńska oddziela Półwysep Krymski od Kraju Krasnodarskiego. Na północ od niego znajduje się Morze Azowskie, którego porty trzymane są w części przez Ukrainę, zob. zdjęcie:
Mimo aneksji Krymu w marcu 2014 roku Rosjanie nie mają z półwyspem lądowego połączenia, co jest o tyle kłopotliwe, że np. jedyny wodociąg, jaki tam prowadzi, biegnie z Ukrainy, której wypowiedziało się wojnę…
Wiadomo jednak – jak to w Rosji – że najważniejsza jest odbudowa imperium, a na wodę pitną ludzie mogą poczekać, podobnie jak na dostawy bielizny dla kobiet w czasie Wielkiej Ojczyźnianej.
No więc buduje się most kolejowo-drogowy, który ma spiąć oba brzegi, a w sensie symbolicznym: Europę z Azją. Z dokumentacji satelitarnej dostępnej w Internecie widać, że przeprawa jest gotowa w 80-85 procentach.
Sprawa wybucha właśnie teraz, ponieważ rosyjski minister transportu zapowiedział, że na przełomie sierpnia i września cieśnina będzie zablokowana przez 23 dni ze względu na prace budowlane.
Rosjanie mają życzenie sobie zamknąć cieśninę, która należy do nich tylko w połowie, a ukraińskie porty nad Morzem Azowskim (np. Berdiańsk) niech przynoszą straty, kogo to obchodzi?
Ministerstwo Infrastruktury strony poszkodowanej złożyło tymczasem skargę do Międzynarodowej Komisji Morskiej. Ok, trzeba było to zrobić, ale równie dobrze można było zanieść skargę Aborygenom w Australii.
Proces sądowy o odszkodowanie ma to jednak zmienić.
Telesfor
