
Opublikowany z dumą przez Wydział Spraw Wewnętrznych w Mińsku fotoreportaż ze szkolenia w bazie OMON-u tzw. Milicji Ludowej wywołał salwy śmiechu na niezależnych forach białoruskich. Zresztą nie pierwszy raz.
Komentatorzy zauważają, że patos, z jakim reżimowa propaganda o tym pisze, nie za bardzo pokrywa się z wyrazem twarzy “szkolonych”, na których maluje się kompletne znudzenie, a nawet udręka.
Patrzą bez większego entuzjazmu na demonstrowane im drony, których przecież i tak im nikt nigdy nie powierzy do obsługi bo mogliby popsuć, albo sami sobie wyrządzić krzywdę. Ale co robić, trzeba swoje odstać. Inaczej zwolnią z pracy.
Może większym zainteresowaniem cieszyło się szkolenie w prowadzeniu rewizji i zatrzymywaniu “ekstremistów”, ale nie wiemy, bo nie ma z tego zdjęć. Wiadomo, że w programie była też “obrona wiejskiego sklepu spożywczego” i tu faktycznie mogło pojawić się spore zaangażowanie. Bo co jak co, ale sklep z gorzałą nie ma prawa wpaść w łapy wroga.
Milicja Ludowa Łukaszenki to od lat jeden z ulubionych tematów kpin niezależnej części białoruskiego Internetu. Im bardziej pompatycznym językiem tamtejsza propaganda próbuje o tym pisać, tym bardziej zabawny jest kontrast ze zdjęciami, na których widać tę dzielną formację.
Wyzierają z nich twarze – jakby to powiedzieć, żeby nie urazić – no… niezbyt skomplikowane i nieskłonne do głębokiego namysłu, a sprawność fizyczna – jeśli jest – to bardzo dobrze ukryta. Widać, że wielu tych “wojaków” ma nie tylko słuszną linię ideologiczną, ale także słuszną linię w ogóle.
Cóż, generalnie służby specjalne to to nie są. Raczej służby specjalnej troski…





Dodaj swój komentarz