Głupota czy zdrada? Bawiący w Kijowie niemiecki prezydent z uporem godnym lepszej sprawy twierdzi, że koncepcja budowy drugiej nitki gazociągu północnego ma charakter wyłącznie gospodarczy. Słowa te padły po alarmistycznym wystąpieniu Petro Poroszenki.
“Ukraina podejmuje dzisiaj każdy możliwy trud, by wytłumaczyć, również partnerom europejskim, że Nord Stream 2 jest projektem czysto politycznym, mającym na celu rozbicie jedności Unii Europejskiej, osłabienie Ukrainy a także znaczące zmniejszenie bezpieczeństwa w regionie” – powiedział ukraiński prezydent.
Stwierdził również, że jego kraj liczy na to, że uda się znaleźć optymalne rozwiązanie w tej kwestii.
Wówczas jego niemiecki odpowiednik (słowo “kolega” zabrzmiałoby w tym kontekście, jak okrutny żart) odpowiedział, że niepokoje Ukrainy, iż przestanie być krajem transmitującym gaz do Europy są bezpodstawne. Ale chyba sam w swe zapewnienia nie bardzo uwierzył. Posłuchajmy dalszej części jego wypowiedzi:
“Nie powinniście nas obwiniać, ponieważ nawet wtedy, gdy rozmawiamy o Nord Stream 2, to rozmawiamy również o ukraińskiej przyszłości i bezpieczeństwie. Liczę na to, że Ukraina wspiera niemieckie wysiłki, by zapewnić tranzyt gazu przez Wasz kraj [sic!] By osiągnąć ten cel negocjacje są prowadzone nie tylko między Niemcami a Ukrainą, ale również z UE”.
“Nawet wtedy” – to zastrzeżenie oznacza, że projekt Nord Stream 2 jednak kłóci się zasadniczo z pracą na rzecz “ukraińskiej przyszłości i bezpieczeństwa”. W tym kontekście zupełnie idiotycznie brzmi zachęta, by Kijów poparł Berlin w staraniach o zapewnienie Ukrainie prawa tranzytu.
Gdyby nie Nord Stream 2 (i wcześniejszy Nord Stream 1) nie byłoby problemu i nie trzeba by o nic w tej materii zabiegać. Tylko tyle i aż tyle.
Telesfor



